Languages

hasła na stronie

Przypuśćmy, że cała ta sprawa z życiem jest żartem opowiedzianym przez kogoś wielkiego komuś małemu

Przezroczyste naczynie wyobraźni - marzec 2007

PROWADZĘ SPOTKANIE Z Virkiem, prozaik to ktoś ulepiony zupełnie z innej gliny niż poeta. Ci wszyscy poeci których spotkałam byli jacyś dalecy odlegli nad ziemią. Prozaicy są tuż przy ziemi jakby węszyli za każdym zdarzeniem, gestem, błędem, grymasem. Nie wiem czy udało mi się nawiązać z nim kontakt. Oczywiście po wieczorze jak zwykle byłam z siebie niezadowolona. Wiecznie jestem z siebie niezadowolona. Te nieustające pretensje do samej siebie. Oj jakże jestem dla siebie okrutna. Dobrze, że ludzi nie oceniam tak jak siebie.
Po lekturze książki Virka doszłam do jednego wniosku: Bez względu na okoliczności jakkolwiek byłyby drastyczne i nie do zniesienia, czy to przez swój totalitaryzm, brutalizm, przemoc możemy wewnętrznie pozostać wolni. Wolność wewnętrzna jest nie do odebrania.

Festiwal poezji Pora Poezji. Wieczór w Bielsku. Milo, ciepło, ale po wieczorze zrozumiałam słowa Omar Chajjama "Lepiej jeśli zniewolisz łagodnością jedną duszę niż jeśli uwolnisz tysiące niewolników". Odniosłam wrażenie, że moje "Pisane na piasku" zupełnie nie zostało odebrane. Ale właściwie zupełnie mnie interesuje czy moje wiersze się podobają czy nie. Mam odczucie, że napisałam to, co miałam napisać i tyle. To odczucie konieczności jest silniejsze i niezależne od tego nawet czy te wiersze podobają się mnie samej. Ta ksiązka to zapis pewnych doznań. To zapis pewnej relacji z samą sobą, ze światem i z jakimś Ty. Zapis który mógł powstać tylko w takich a nie innych warunkach emocjonalno – psychicznych.

Przy okazji Virka uświadomiłam sobie że często mówię lub coś określam zbyt ogólnikowo. Np. o Hessem czy Borgesie mówię, że piszą o tajemnicy, ale już nie mówię czego miałaby dotyczyć ta tajemnica. Virk należy do pisarzy, których jakby tajemnica nie interesuje. No właśnie, ale tajemnica czego? To jest raczej jakieś intuicyjne odczucie aniżeli racjonalne czy intelektualne zrozumienie.

Co ma wspólnego z tajemnicą facet z brudnym paznokciem. Paznokciem, który bierze do ust, między zęby i w takiej pozie pyta cię: co u ciebie słychać? Tajemnica to nie brud za paznokciami, to coś o wiele bardziej zaskakującego i przerażającego. Ale brudny paznokieć tuż przy moich spostrzeżeniu wydaje się czymś przerażająco wielkim i złożonym. Czymś, co należy pokonać by pójść dalej, bliżej w siebie, do siebie, naprzeciw siebie, ku sobie. Albo co mają wspólnego z tajemnicą zęby kelnera. Tak te zęby, które obnażył i wydobył z nich całą zwierzęcość z pedanterią podając jeden drugi trzeci ząb trzonowe siekacze itd. Te zęby w uśmiechu nie wiem dlaczego, ale naraz zaczęły rosnąć, rosły, rosły do niebotycznych rozmiarów. I już nie było stolików, obrusów, talerzy tylko jego zęby. Już nie było świata tylko jego zęby. Świat stał się szczęką kelnera przynoszącego mi kawał mięcha. Jego potężne zęby, które wypełniły całą sale restauracji. Nie wiem jak długo trwał ten uśmiech, ale był to najbardziej zębowaty uśmiech jaki widziałam.

Chce sprezentować Szczurowi Hieronimowi "Pisane na piasku" do spółki z Piotrem Maurem, ale Szczur powiedział, że nie może mieć wspólnej ksiązki z Maurem, bo z książką jest tak jak kobietą, nie można się nią dzielić.

Wieczór poetycki siostry Agnieszki. Agnieszka jest albertynką i pisze bardzo ciekawe wiersze. Tworki jak sama je nazywa bo uważa, że to nie są prawdziwe wiersze. Ale co jest, a co nie jest prawdziwą poezją można by się sprzeczać. Podobał mi się fragment wiersza o błogosławionych, którzy pracują cały dzień, a wieczorem myją nogi tym, którzy nie pracowali. Jest w tym pewna mądrość. Mądrość służenia. Służenia, które wyzwala.
Na wieczorze Agnieszki zaśpiewały jeden z jej wierszy dwie siostry, z których jedna grała na gitarze. Było to przeurocze. Nagle w ich oczach zobaczyłam takie igrające i pełne radości świetliki. Nie wiem dlaczego, ale rozmawiając z siostrami zakonnymi mam taką dziwną ochotę przytulić je do siebie. Ba namiętnie przytulić.

Po wieczorze jedna ze starszych sióstr wychodziła nie czekając na spotkanie przy winie.
- siostra nie zostaje? – zapytałam
- dość już tego! – padła odpowiedź

W jej ruchach i w jej zdecydowaniu była jakby chęć powrotu do swojego świata, świata zamkniętego w celi klasztornej, świata gdzie nikt nie będzie miał wstępu do jej modlitwy.
Pomyślałam, że jej zachowanie jest podobne do mojego zachowania, gdy będąc na imprezie nagle zrywam się i biegnę do domu, do biurka, przy którym chcę zacząć swoją modlitwę do literatury, do poezji. Tworzenie jest dla mnie swego rodzaju klasztorem. Absolutnym oddaniem i skupieniem na pisaniu. Nikt ani nic nie może mieć do mnie wstępu.

To co mamy do powiedzenia mówi do nas świat.
Od jak dawna znasz jego treść?
Od czego zacząłbyś opowieść o nim?
Fragmenty całości z których skomponowane są życiorysy.

Tomek Charnas za każdym razem mnie czymś zaskakuje. Raz dzwoni i pyta czy może mnie przyjąć w piżamie, innym razem, gdy nagrywaliśmy program do telewizji wirtualnej w Manggha przychodzi z twarzą wysmarowaną fluidem. Tym razem zjedliśmy wspólna kolację w Hawełce. Kelnerzy byli ubrani w smokingi i cylindry, zupełnie jak Dehnel, zauważył Tomek przynieśli nam carpaccio, zupę z raków a potem ryby. Na deser był torcik z rumem a wszystko to przekrapiane lampką wina. Potem ruszyliśmy do Kischu, gdzie Tomek jak zahipnotyzowany wpadł w rytmy techno i wyginał arcy mistrzowsko swoje ciało. Ja mu tylko wtórowałam. W Kitschu było mnóstwo ślicznych chłopczyków. Kruchych i przedelikaconych efebów. Nagle doszłam do wniosku, że ja kocham mężczyzn nie jak kobieta, ale jak gej. Może dlatego tyle namiętności budzą we mnie te słodkie, lekko perwersyjne, zmanierowane ciacha.

Spotkanie ze studentkami SLA. Wyraźnie chcą rozmawiać o poezji, ale tak naprawdę więcej jest poezji w rozmowach nie o poezji. Cóż można powiedzieć o pisaniu. To nieustanne bycie ciężarnym i rodzenie, bycie ciężarnym i rodzenie. To napełnianie i opróżnianie. Napełnianie i opróżnianie. Oczywiście ważne jest czym to przezroczyste naczynie naszej wyobraźni napełniamy i ważne jest w jaki sposób pozbywamy się tego.

Spotkanie z Hieronimem Szczurem. Krakowska niedziela. Ja wciąż rozmyślam o pewnej niedzieli mediolańskiej. Z Hieronimem zjadamy dwa schaboszczaki panierowane i rozmawiamy o miłości. Mam pewne wątpliwości czy mężczyźni w ogóle potrafią kochać?
Hieronim się oburza.

Wszystkie moje miłości były albo bez wzajemności albo nieudane. Ciąży nade mną jakieś fatum: nikt nie może mnie pokochać. Moja samotnia każdego dnia potężnieje. To już nie wieża z kości słoniowej ale twierdza! A mimo to im potężniejsza porażka tym silniej wierze w miłość. Być może lubię bywać przekorna.

Zostałam zaproszona na dziwny festiwal. Międzynarodowy festiwal w Rumunii. Najpierw kazali mi zapłacić wpisowe 100 euro. Po czym wyszli z propozycja wydania mi ksiązki za 580 euro! No cóż, można i w ten sposób. Przy całym szacunku do Ciorano, Eliade, Ionesco mam wątpliwości co do udziału w tym festiwalu.

Festiwal wydawnictw niszowych. Kilkanaście tytułów pism, które są równie nieuchwytne, co ciekawe. Jednym z gości festiwalu była Rita Baum. Przy okazji pismo - ciało prezentowało film o Ricie Baum, po czym była promocja mojej Encyklopedii szaleńca. Na festiwalu pojawił się Lipszyc i Edward Pasewicz.

Pasewicz nazywa mnie przegiętym gejem „wyglądasz jak całkiem niezła cioteczka” powiedział. Odebrałam to jako komplement z ust Edwarda (prawie Edwarda II). Dla mnie Edward Pasewicz jest takim polskim Francisem Baconem. No i pisze świetne wiersze. Ten w marcowej Odrze jest zajebisty. Doskonałe wyczucie realności i przełożenie na lirykę. To coś o czym pisał Herbert. To Herbert widział w tym, co codzienne materiał poetycki. A co do „przegiętego geja” to nawet to określenie mi się spodobało, tak całkiem serio to czuje się trochę jak gej.

Każda wiosna tworzy jakby świat od nowa. Każda wiosna przychodzi do mnie kimś innym.

Wrocław, jestem tu zaledwie kilka dni a już zaliczyłam ostre zapalenie zatok, serie antybiotyków, rozmowę z psychoanalitykiem, wywiad w radiu, karetkę pogotowia, która usiłowała mnie rozjechać, patrzenie na ulice świdnicka przez kuriozalnie brudne szyby itd. itp.

Zastanawiam się: co wniósł uśmiech Kafki do historii literatury?

Z powodu przesunięcia zegarów kompletnie popieprzył mi się rytm dnia i nocy. W sumie działam nocą, a w dzień śpię. Idiotyczne.

Moje wiersze powstają z marzeń. Najpierw jest marzenie o jakimś tekście, a potem po prostu to marzenie realizuję. Wiersz jest w pewien sposób wytworem abstrakcyjnym. Wyrwanym z kontekstu. Istnieje jakby niezależnie od rzeczywistości. Całkowicie autonomiczny twór. Być może należałoby nacechować wiersz elementami współczesności. Być może wiersz powinien być przedłużeniem tego co realne, namacalne, codzienne. Ale to w wierszu chodzi o uchwycenie pewnej uniwersalności. O to coś co przetrwa pomimo mijającego czasu.
Napisać cos takiego co będzie aktualne za sto, dwieście a nawet tysiąc lat. Jak to jest w przypadku literatury starożytnej Grecji. Uniwersalne są ludzkie namiętności: miłość, nienawiść, gniew, rozpacz, strach, lęk. Te uczucia nie zmieniają się od tysiącleci. Być może zmienia się punkt widzenia, ale namiętności pozostają namiętnościami.

We Wrocławiu jest pewien taksówkarz, którego nazywam piękny Robert. Istotnie jest przystojny, życzę mu wesołych świąt a on mi: wesołych jajeczek. Piękny Robert jest śliczny gdybym była chłopcem... a tak siedzę przy komputerze i pisze wiersze miłosne...

Promocja „Encyklopedii szaleńca” wywiady w radiu, telewizji. Nic tylko zadają mi pytania czym jest szaleństwo? No właśnie czym jest szaleństwo? Szaleństwo jest swego rodzaju rytuałem. Jakimś przełożeniem rzeczywistości na nierzeczywistość. Myleniem fikcji z realiami. Ale najpierw trzeba byłoby się umówić, co jest fikcją, a co realiami. Czy realiami jest to, że właśnie stoję przed kamerą i opowiadam o szalonym laryngologu? A może fikcją jest spotkaniem parasola z maszyną do szycia? Czy bardziej przekonywujące są fluorescencyjne ślimaki Bretona czy kilogram cukierków miętowych? Aeroplany Marinettiego czy Centrum Pompidou? Co bardziej realne? Dziewczyna na rollerach czy biały pudel? Kotlet schabowy czy różowe rękawiczki?

Galeria Entropia

Spektakl na podstawie mojej Encyklopedii szaleńca, w wykonaniu osób niepełnosprawnych intelektualnie ze stowarzyszenia OSTOJA. Jestem mile zaskoczona, bo spektakl okazał się naprawdę wspaniały. A ci, którzy w nim grali byli jak prawdziwi artyści! I kto tu mówi o niepełnosprawnych. Zresztą to również jest takie względne. Co więcej tekst z encyklopedii w ich wykonaniu brzmiał jakby był dla nich stworzony!

Po spektaklu wrocławskie poetycko – terapeutyczne towarzystwo spotkało się w Mleczarni.
Rozmowy, rozmowy, rozmowy. Rozmawiam z Alicją Jodko, jedną z właścicieli galerii Entropia. Co ciekawe Alicja przed laty uczyła mnie filozofii, gdy jeszcze studiowałam na Akademii Muzycznej. Hmmm spotkanie po latach...
Jakaś dziewczyna podchodzi do mnie i pyta jesteś lesbijką, wolisz mężczyzn, psy czy kobiety? A ja na to, że gejem, z inklinacjami metafizycznymi. No bo przypuśćmy, że cała ta sprawa z życiem jest żartem opowiedzianym przez kogoś wielkiego komuś małemu. Cała ta afera z powrotami rozstaniami jest tylko zabawną przygrywką, w której solówkę ma jakiś anonimowy kontrabasista. Ten ktoś mały niewiele z tego rozumie dlatego stwarza coś, co nazywa wiedzą. Wiedza zaczyna się rozrastać do niebotycznych rozmiarów. Wiedza coś, co obligatoryjnie jest nam narzucane by jeszcze bardziej zrozumieć jak bardzo ten ktoś jest mały. Ten ktoś w nas, we mnie, w tobie. Coraz bardziej popadając w stan pytań bez odpowiedzi, gubiąc się w wątkach i przenośniach. Na swój mały sposób odczytuje ogrom tego, co usłyszał. ...czy od tamtej chwili przestaje się uśmiechać?

Sas stwierdził, że jakiś facet chciał mnie spotkać, ale uciekł. Boi się ciebie!
Pytam Olę Zoń dlaczego mężczyźni się mnie boją? Ola Zoń odpowiada: bo jesteś wspaniała
Ale co ma wspaniałość do bania się?

Kolejny wieczór przy kawie tym razem obok mnie Jagoda Szmytka, pokazuje mi swoje partytury... Patrzę na pięciolinie i tysiące małych ślaczków sprawnie poukładanych na powierzchni partytury... Patrzę w nuty i nagle zdaję sobie sprawę, że Jagoda jest dziewczyną w której absolutnie można się zakochać. Bo jeśli nie w jej urodzie, to w jej inteligencji, a jeśli nie w jej inteligencji to w jej talencie, a jeśli nie w jej talencie to w jej intelekcie.

Spotkanie z poetami wrocławskimi. Siedzimy w Literatce, w całkiem niezłej kafejce na Rynku wrocławskim. Darek Sas opowiada o swoim magicznym miejscu przy rzece Ślęża, gdzie rosną pola konwalii i pierwiosnków. Można się w nich tarzać! Sas stwierdza, że można pisać albo o miłości albo o śmierci. Ja nie spotkałem miłości więc pisze o śmierci – mówi.
Sylwek wspomina Mariannę Bocian. Kiedy była jeszcze studentką strasznie biedowała, wybrała się więc na czereśnie do biskupiego ogrodu na Ostrowie Tumskim. Zajadając czereśnie i wymyślając temu kto je tak zostawił na drzewie na pastwę ptaków naraz pojawił się wymyślany, który okazał się samym biskupem Kominkiem. Ten się bynajmniej nie nastroszył, lecz przeciwnie zaprosił Mariannę na obiad. W między czasie przy wzburzeniu na moje zachwyty nad Oresteją Klaty wychodzi na jaw pewna ciemna towarzyska tajemnica, otóż Sylwek zamordował szczura. Najpierw poszedł do sklepu zoologicznego i wybierał go przez wiele godzin, po czym przyniósł do domu i przez trzy miesiące próbował go oswoić, gdy ten okazał się niezależny, wolny i nie do okiełznania po prostu wziął trutkę i go otruł. Przyznam, że zawrzało we mnie. Tym bardziej, że właśnie na jednej z wrocławskich ulic ocaliłam pewnego małego szczurka z paszczy czarnego kota.
No tak, tak to bywa z nonkonformistami. Ktoś kto jest nie do okiełznania, ktoś kto nie daje się oswoić... Drażni ? Ola Zoń wzburzyła się razem ze mną, ale efekt był fatalny bo Sylwek po prostu ja zwymyślał i poszedł.

Z Marcinem Czerwińskim plotkujemy robiąc rundy wokół ratusza wrocławskiego przy dwudziestej rundce już wiedzieliśmy nie tylko kto z kim ale po co i dlaczego.

Wyjazd do Srebrnej Góry na groby dziadków. Ten cudowny krajobraz, który towarzyszył mi w dzieciństwie. To tutaj mogła by się zacząć książka, która odmieniłaby moje życie. Ogród dzieciństwa, o którym piszę w "Pisaniu na piasku".

Samotne kolacje w jednej z ekskluzywnych restauracji Wrocławia. Zauważyłam, że faceci biorą mnie za dziwkę. Zabawne. A ja po prostu mam cholerny apetyt. Nic tylko bym jadła, jadła, pożerała. Naleśniki gryczane ze szpinakiem i brokułami. Może ta chciwość jest taka zalotna. Lubię te swoje samotne kolacje. Właściwie to nie czuję się sama, wciąż są przy mnie obrazy: fontanna na rynku wrocławskim, która mi przypomina kogoś bliskiego. Dlaczego ta fontanna przypomina mi ciebie tego nie wiem.

Nic do mnie nie mówisz nic zupełnie nic a jednak
Słyszę cię jesteś wodą w której zanurzam usta
Zabawne jesteś fontanną rozświetloną światłem w bramie
Jesteś fontanna w której zanurzam swoje bose stopy

A jednak czuje ciepło twojego oddechu wokół mnie
Jakbyś zamienił się w powietrze
Jak nauczyłeś się bycia przezroczystym?

Zatroskana o każdy twój gest zatroskana o każde twoje dalej
Kiedy znów na mojej skórze narysujesz paznokciem świt?

Klatka schodowa, pierwszy dzień świąt, pachnie konwaliami.
Oby w każdej chwili zmartwychwstawało dobro piękno i prawda
Drugi dzień świąt Czym dla ludzi był ból jego rąk i stóp?
Ból który przemienił w miłość i piękno.

Czy ci ludzie idący do kościoła naprawdę wierzą, że Prawdziwie Zmartwychwstał?