Klub „Los”
A jednak jest nie tak jakbyśmy chcieli
Jak wymarzył nam ksiądz w dzieciństwie
My wszyscy pobojowisko nienazwanej wojny
Znajdujemy na ulicach róże prezenty i pociski
My wszyscy kłaniamy się sobie nie znając słów pocieszenia
Rozbijamy się o mur tłumu ten wykolejony pociąg donikąd
Wyjściowe makijaże i umeblowane życiorysy
Krwawią nasze słowa ciągnąc za sobą ołowianą kulę
Ryzyko jest niczym w porywach wichur które gnały cię pod koła
By na przestrzeni całego JESTEM wycelować w ten właściwy moment
Zamienić się w kruka lub w japonkę w ramionach księżyca
Nie pozwolić już cierpieć wspomnieniom
W aurze lata gdy wypada się zakochać
Poukładać imiona kochanków w kolejności alfabetycznej
Lub przynajmniej odejść od kogoś kogo nigdy nie kochaliśmy
Bo co z tą miłością sprzeciwia się sobie pozorując coś nierealnego
Udając niewidzialną chciałbyś zawołać do niej ale jak ona nie masz ust
Chciałbyś ubrać się w nią ale jak ona jesteś nagi
Barwy zaostrzają kontrast między bielą i czernią
Odmienić los ulicznego grajka dorzucić kilka nut od siebie
Kłamać na co dzień i od święta że jesteśmy kimś innym
Dobro budzi w nas obawy że wezmą nas za głupców
Trzeba być odpornym na zachody słońca ból bólów
Że dzień nigdy nie powiedział ostatniego słowa niewolnik nocy
Podrabia otwartą przestrzeń zamknięty w boksie wszechświata
Sztuczne światła rozsypane punkty w przestrzeni
Połącz je a dowiesz się jaka odległość dzieli
Człowieczeństwo od człowieka zrozumienia od podejrzeń
Zieleń smaga syntetyczne piękno półfabrykaty wspomnień
Metaliczne oceany odlotowe żagle światła
Niedowierzam temu co policzalne zagłaskane na śmierć słowa
Uczynne sztuczki uników pustką łzawią oczy
Niepoliczalne nie umie mówić dlatego jest nieustanne dalekie
Zmarszczki na domach w które wpadasz rok za rokiem
Zachowujesz się jakbyś nie umiał liczyć trudność świata niema kłótnia
Efektowna żonglerka snami: żartuję kłamię nie dotrzymuję obietnic
Czy na tym polega bycie artystą?
Przetwarzanie daty urodzenia we wszystkich osobach
Coś cię kruszy w palcach a ty symulujesz poczucie humoru
Coś cię zagarnia na druga stronę a ty ścierasz kurz z lustra
Cos zakłada się że przegrasz a ty celujesz w samego siebie
Uruchomić brzegi przycumować wyjść na suchy ląd
Odkłamać znaki na swojej skórze wejść w skórę węża
Podpełznąć do rąk światła przeciwieństwo zmierzchu
Przystań wierności Niezapomniana droga między płomieniami
Zwycięzcy nie wiedzą że są zwycięzcami pochopne zwierzenia
Na wyspie Łagodności zdejmujesz z siebie zbroję nie przynależności
Ostrze przeszywa twoje ciało aż do zawierzenia przypadkowemu
Gdzieś żyjesz ale nie wiesz gdzie na jakim pograniczu w czyich rękach
Zapach czyśćca miesza się z zapachem seksu mgławice ty i ja
Może już niczego nie trzeba dopisywać do świata a wiersz jest tylko po to
By zaprzeczyć był kiedyś poeta budujący świątynię słów kraj słów
W moich żyłach dziewczyna układa pasjansa rodzi się w każdym podmuchu wiatru
Teraz nie mam gdzie wracać każde miejsce jest jak przybrane rodzeństwo
Można się bawić w rysopisy uległości można zażądać zwrotu straconych lat:
Figury świętych w przedpokoju epoki orzą ugory nie wysłuchanych modlitw
Ugrzęźli w czaszkach w jaskiniach w międzyczasie święci buntują się
Zmieniają swoje historie na futurystyczne wizje przebudzonych
Święci buntują się wywierając wpływ na łatwość nazywania
Umykają świętości swój czas przemeblowują używając rekwizytów:
Różowy rower kwiat lipy trupie czaszki między fajerwerkami róż
Święci buntują się upijają aniołów sprzedając za rogiem swoje
Aureole po konkurencyjnych cenach ich przeżycia czekają by
Odbić swoje światło w lustrze każdego powrotu
Język jak czerwona kłódka zamykająca furtkę na oceany współodczuwania
Tajemnica to skrzypce ażurowe koronkowe chore skrzypce to zimy
Chwytanie oddechu ukochanej osoby jak błękitnych motyli do siatki
Narcystyczny motyl wiosna człowiek skondensowany do pigułki pożądania
Wyznania z różnych stron świata „dziękujemy za skorzystanie z usług”
Podbudowuje cię instytut zarządzania miłością wypożyczalnia serc
Do jednorazowego użytku z futerału na skrzypce wyjmujesz dziecko
Poezja ustanowi nowe prawa poetycki terror nad odpadami codzienności
Stabilizacja pakowana do czarnych pudełek i odsyłana do nadawcy:
Klątwa materii kwintesencja wyborów twarz wielości ze złotymi zębami
Poeta jak towar eksportowy stawia przecinki żeby chwycić oddech
Uprawia handel wymienny mięso ducha za silikonowe odczucia
Ręce zrozpaczone pustelnice odrzucone przez dotyk
DOTYKAC TO IMITOWAĆ SIEBIE
DOTYKANIE LUDZI SUROWE WZBRONIONE
Ręce wykrwawione pustelnice zabłysną w was tory kolejowe ten orszak
W stalowych zbrojach oślepiający sztucznymi słońcami
Ten moloch nędzy nadużywanie czasownika „być” ten karnawał maski murów
Ściany niedopowiedzeń strategie substytutów sugerują ci że przynależysz do gatunku
Nadają ci imiona o których nie mają pojęcia wyolbrzymiają skutki
Zamazują przyczyny na wyrywki cytujesz samego siebie grunt jest szczelny
Nie przepuści żadnego powinowactwa z ptakami nie przepuści ani jednego źdźbła trawy
Grunt prowadzi cię tam gdzie tracisz siebie w zapomnieniu nie umiesz siebie odnaleźć
Droga ucieka jest wtórna przewidywalna zaprogramowana
Prawdziwe toczy się z boku z oddalenia prawdziwe tuczysz pod skórą udając nieobliczalną
Kładziesz się na polach czerwonych maków wywołujesz w sobie obrazy
Z kliszy której nigdy nie było w aparacie wywołujesz w sobie sny których
Nikt nigdy nie przewidział czerwone maki karmią cię mlekiem czerwone macochy
Wywołujesz duchy poetów przylegają do ciebie jakby byli z twojego ciała
Pojawia się ważka – secesyjny konik rusałki
W obliczu krzyku masz tak wiele do powiedzenia
Ale krzyk wewnątrz ciebie zagłusza wszystko co próbujesz powiedzieć
Posłuchaj kochany zamienimy się w arszenik podawany na srebrnych tacach księżyca
Z twojej czaszki wypiję toast za setną noc poślubną w oczodołach mienią się
Brylanty tego co powinno być zauważone zamienimy się w arszenik w szczyptę ironii
W mrugnięcie powieką zamienimy się w lśniące okładki książek których nikt nie przeczyta
W kolana otwarte na seks w pieprzyk na pośladku w tatuaż na piersi matki
Mów co chcesz ale to nie jest poezja to nie może być poezja przeżyje swoje wiersze
I pójdę ot tak w swoją stronę mów co chcesz cokolwiek zamienić brak w słowa ?
„szczypta ironii mrugnięcie powieką arszenik” w pajęczynie interaktywnych połączeń
: zewnętrzne – wewnętrzne bodziec - reakcja – wydzielanie sobie porcji wrażeń
Waniliowa dziewczyna pachnie waniliowym adresem idź za nią może ci się przyśnię
Ulice zamienione w ulicznice prostytutki jedyny atut tej cywilizacyjnej symulacji piękna
Akty miłosne za dźwiękoszczelną szybą homogenizowane dotyki już nie słowa
To litery ścierają się między sobą monstra kiczu powierzchowne gówniane
Na tym co ważne i nieuniknione pokazy modnego myślenia ewentualność:
By napisać ewentualność trzeba nam spotkać kogoś kto jest jedyny
Patrzenie na świat boli bolą cię kolory i kształty gdzie jest magia palców
Przesyłam ci noce zasłyszane przez złote ucho księżyca dopisz kwestię
Do monologu świata
Jestem niewidomym akordeonistą gram na klawiszach ludzkich uczuć
Jestem pojedynkiem dwóch światów z emblematami motyli w różnych kolorach
Psem który szuka swojego pana snem który nigdy nikomu się nie przyśnił
Łazarzem wskrzeszonych dobrymi chęciami ofertą „last minute”
Sanktuarium ze szkła i metalu precyzyjne obliczanie kursu uwielbienia
Pocałunek jest zabobonem ulica prostytutek prowadzi do sacrum czarodziejski
Dialog między oczywistością i ostatecznością ogniste przykazania
Walczą o prawo do żałoby nad cywilizacją
Chciałam skapitulować na rzecz kwitnących bzów orgia fioletu
Chciałam uznać twoją władzę służyć ci każdym gestem
Chciałam zaczarować planetę podarować ci ją w formie złotego kluczyka
Chciałam pozbyć się siebie zrobić dla ciebie więcej miejsca
Chciałam wydać czas osaczyć przetwarzanie informacji
Chciałam jedną z książek zbudować kolejną wieżę Babel
Chciałam wywabić wolność z jaskini złudzeń na otwartą przestrzeń dramatu
Proponowałeś żebym została Anną Kareniną Anną od Aniołów od wszystkich
Nie przeczytanych ksiąg Jestem wtórna wiem o tym jestem kopią nieosiągalnego
Ucieleśnieniem tego co od dawna już nie istnieje
„masz nasrane w głowie” „jesteś śmieszna” wyznaje charytatywny kochanek
Robi ci dobrze czyli kokosankę z mózgu we make love not war wyznania na tip top
Próbuje prowadzić cię na pasku od spodni „wrzuć monetę wrzuć monetę”
Mówi sex maszyna podręczna zabawka do przetwarzania orgazmów w tandetny interes
Ja pierdolę memento mori wyrosło w centrum miasta
Czyżby śniegi były na darmo a deszcz uszedł uwadze? czujesz się jak
Oddany do depozytu szukasz ratunku w paradoksach symultaniczne
Dobieranie faktów podniebne podniebienia dworca język uderza o barykady
Z metalu wyruszasz w głąb siebie wygrywasz z czasem godziny bez minut
Mieszczą się pod paznokciem małego palca uroczej czarnulki o wydatnych ustach
Trzyma różowego lizaka jakby chciała wyssać miąższ z ostateczności
Paznokieć pomalowany na czerwono jak maki które krążą nad twoim snem
Wokół każdego miejsca wynajętego na jedną chwilę zastanawiasz się:
Od jakiego momentu zaczynasz się starzeć? Człowiek zamieniony w liczby
Liczby zamienione w mikroprocesory zalotność to słodka drzemka czegoś co
Nie powróci w każdym miejscu być poza miejscem w każdym miejscu być
Kimś innym w każdym miejscu stawiać opór okolicznościom seledynowa ważka
Jak pointa w nagromadzeniu bezpostaciowych danych czyżby zaciął się odtwarzacz
Powtarzając wciąż ten sam motyw: będziesz tu
Jak być brak ciała bez ciała trudno umrzeć można mnożyć samobójstwa
Utwierdzać się w przekonaniu że przeżyje kolejne życie wieżowce z chmur
Gdzie mieszkają oddechy umarłych chcesz porozmawiać z Królowa Elżbietą
Znasz to: video et taceo widzę i milczę milczę jakby mi ktoś uciął język
Czyżby zaciął się odtwarzacz czyżby płomienie Joanny D’Arc wciąż oświetlały
Twoją twarz czyżby czaszki wisielców umiały czytać hieroglify nieba
Podajesz rękę projektantowi kwiatów ogrodami zagłuszasz betonowe pustynie
Ktoś mówi: to jest kwestia wskrzeszania w tym samym momencie jakiś poeta
Przełyka kawałek mięsa rozmowy o poezji w telewizji obok
Transmisja z pogrzebu kogo? kultury? kultura wkłada do ust zapaloną zapałkę
Efektownie demonstruje montaż szokowania z wykalkulowaną wolnością
Ktoś mówi mowę pogrzebową ktoś kupuje seksowną bieliznę w międzyczasie
Fizyk szuka kolejnego rozwiązania przepytuje wszechświat pełnoekranowa
Symulacja przyciągania i odpychania inne wymiary zacierają ręce Nasza epoka
Która z kolei? jest jakimś drugim piętrem z którego wyskakuje melancholia
Nikt Ktokolwiek Bóg w makijażu Pierrota sprzedaje serce za jeden grosz
Oddzielenie ja od ja bez chwili wahania ktoś mówi twoimi słowami
Ktoś myśli za ciebie global cash dyktuje modę na życiorys zaczyna i kończy
Twój światopogląd jest tylko tłem w tej śmiercionośnej kreskówce
Submitted by admin on 2. July 2008 - 17:06.
- Login to post comments