Luty 2006
Różnorodność imprez w Krakowie jest zaskakująca i nie do przewidzenia.
We wtorek (21.02.06) w Bunkrze Sztuki Kox pokazuje swojego fiuta, do którego sznureczkiem przywiązuje balonik unii europejskiej nazywając to filmem krótkometrażowym i kinem niezależnym. W czwartek (23.02.06) jestem na spotkaniu z księciem Poniatowskim, którego monarchiści mają wyraźną ochotę koronować. Jak więc ma się fiut do korony? Jak ma się książę do Koxa?
Wiedemann, Melanowski, Sonnenberg zawiśli w Lokatorze. (9.02.06). Brzmi groźnie, ale artystyczne przedsięwzięcia mają to do siebie, że noszą posmak dreszczowca jednym słowem filmu zaczynającego się od trzęsienia ziemi.( Mam na myśli dobrą sztukę). Zawiśliśmy za sprawą Pauliny Lignar, która dobrała się do twarzy artystów ekspresyjnie i z polotem odtwarzając ich faciaty. Jej pracownia jest na końcu uliczki z bramą na złotą kłódkę.
W pracowni unosi się zapach terpentyny, farb i chłodu. W jej pewnej i nonszalanckiej kresce wyłoniły się z mrocznego tła Twarze. Co można z nich odczytać? Czy są przedłużeniem osobowości? Twarze czy maski?
We wtorek (28.02.06) wieczór poświęcony pamięci Josifa Brodskiego. Brodski jest niejako kluczem do mojego bycia poetką. To on sprawił, że uwierzyłam w siłę i znaczenie poezji. To on w pewnym momencie był dla mnie nauczycielem. Na krótko, bo szkolne relacje zawsze mnie drażniły. Podobnie jak Brodskiego, który w wieku piętnastu lat wstał z ławki i wyszedł ze szkoły. W ten sposób skończył swoją szkolną edukację. Jest też Brodski, którego chciałam poznać i Brodski, z którym chciałam porozmawiać. A zawsze odnosiłam wrażenie, że bylibyśmy dla siebie jak dobrzy kumple. W noc, w którą zmarł Brodski wracałam z konkursu poetyckiego, na którym zdobyłam nagrodę: publikację książkową "Krainy Tysiąca Notesów". W tę noc w odległych Sudetach śnieg sypał wielkimi płatami. W tę noc zdałam sobie sprawę, że Brodskiego i mnie łączy jakaś niewytłumaczalna tajemnica.
Książka Brodskiego wydana w "Znaku" ma tytuł od incipitu wiersza, który szczególnie ukochałam "Tym tylko byłem". Tym tylko byłam, co dawała mi jego poezja. Wobec Brodskiego mam dług jaki zaciąga uczeń od nauczyciela. Dług, o którym pisze Eliot w jednym ze swoich esejów. Ale obecność Brodskiego wciąż jest wyczuwalna. Będąc w Belgradzie na Spotkaniach Poetów we wrześniu 2004 spotkałam Saszę Petrowa, który był znajomym Brodskiego. Spędziliśmy szalony wieczór w belgradzkim Montmartrze, podczas którego Sasza opowiadał mi o Brodskim, o jego miłościach i rozstaniach, o jego słabościach i wielkości. Wieczór zakończył się szalonymi tańcami do białego rana. Sasza odwiedził mnie w Polsce w kwietniu 2005 gdy przyjechał do Krakowa, a ja napisałam wiersz:
"Dzień kwitnących magnolii"
Odwiedził mnie przyjaciel Brodskiego
Nie umiałam mu powiedzieć czym jest moja miłość do poezji Josifa
Nie umiałam zwierzyć się z chwili gdy stanęłam twarzą w twarz
Z jego fotografią na wystawie księgarni tuż przed moim wypadkiem
Nie umiałam mu wyznać że jego poezja była progiem do innego życia
Zadałam tylko jedno pytanie:
Czy tyle jest rzeczy niewysławialnych ile płatków w kwitnącej magnolii?
Odpowiedział: jesteś jak zraniony ptak pod twoimi kolanami są obłoki
Jesteś jak księżniczka zabłąkana w obcym i wrogim stuleciu
Twoja suknia jest jak tajemnica zwabia dzikie zwierzęta
Jesteś jak droga mleczna pod twoimi powiekami jest wszechświat
Przyjaciel Brodskiego chciał być uprzejmy
Pozostawił mi swoje drzewo które jest wojownikiem
To drzewo codziennie ogląda ze swojego okna w Pitsburgu
A drzewo zostawia swoją broń i staje się mnichem
Spotkałam przyjaciela Brodskiego zapytał: powiedz coś o sobie
Tym tylko byłam co dawała mi jego poezja
Tym tylko jestem czym chcą żebym była moje wiersze
Panie Brodski trzeba nam zapomnieć przeboleć znów uwierzyć
Trzeba nam nie powracać do dawnego
Ale jak? KAK?
Jak w każdym oddechu tamten śnieg
Jak każdy oddech pachnie tamtymi słowami
Porażka niczego nie rozwiązuje
Przegrani nie odnajdują swojego miejsca
Zwycięzcy nie wiedzą że są zwycięzcami
Dość było kłamstw smutku i łez
Ale jak ? KAK?
Jeśli są dni tak podobne do dawnych
Jeśli chmury wciąż są naszymi braćmi
Chciał ze mną rozmawiać jak drzewo z oceanem
Ocean ? to Ty szepnął czekając chwili gdy fala pochłonie jego korzenie
Kraków, 18.04.2005
Na wieczór poświęcony Brodskiego przyszły tłumy. To optymistyczne, że jednak poezja jest wstanie przyciągnąć takie rzesze ludzi. I młodego, i średniego i starszego pokolenia. Na wieczorze przyjaciele Brodskiego wspominali go. Dowiaduje się, że nie lubił schematów i powtarzania szablonów. Był jakby nieustannie na rauszu intelektualnym. Zagajewski dostał od Brodskiego marynarkę z kaszmiru, którą nosi po dziś dzień i w której przyszedł na wieczór. Ktoś inny nazywa go ?metafizycznym chuliganem?.
Na koniec fragmenty filmów, na których Brodski recytuje w charakterystyczny dla siebie sposób swoje wiersze. Wrażenie kolosalne!
Na wieczorze spotykam Hieronima Szczura z pomarańczowej bluzie i włosach a la Liszt.
Porywam go na kolację, gdzie pochłaniamy łososia z kawiorem (czerwonym) i przeżywamy wspólnie osobowość Brodskiego. Chciałabym bez końca o nim mówić.
Z Izą (Degardo) doszłyśmy do oszałamiającego wniosku i bynajmniej nie potrzebowałyśmy ani jednej przesłanki. Otóż utraciłyśmy Pippi , którą miałyśmy w sobie w dzieciństwie. Te wszystkie zabawy w piratów, indian, księżniczki, królowe itd. Te spontaniczne i nie przedumane zachowania, które w trakcie stawania się dorosłymi gdzieś nam umknęły. Owa Pippi Langstrumpf stała się dla nas symbolem naszego tworzenia, naszej inspiracji, naszej twórczości, naszej sztuki. Prawdziwi artyści mają w sobie Pippi.
W ten mroźny zimowy wieczór postanowiłyśmy znów wskrzesić w sobie Pippi.
Od dzisiaj jesteśmy niegrzecznymi dziewczynkami!
Na ile nam się to uda?
Nie zapominajmy, że w latach 90-tych byłam niegrzecznym chłopcem.
Spotykam Adama Wiedemanna w Lokatorze (25.02.06), który skarży się prawie ze łzami w oczach, że przez całą noc śniła mu się moja ?Bajka dla zakochanych?.
Znajomość z X. To ktoś kto zna się na rachunkach numerycznych, i smaruje oczy kremem rozświetlającym. Troszeczkę utożsamia się z Tumorem Mózgowiczem i sugeruje że jest gejem. No tak ja przyjaźnię się tylko z gejami. Próbuje mi wytłumaczyć działanie cyklotronu. Cyklotron. Kto wie co to jest? Bo mi się wydaje, że to jakaś cybernetyczna nazwa anioła. Udaję, że go słucham, gdy w wyobraźni przesuwają się rozmaite obrazy aniołów. Przez chwilę wydaje mi się, że te moje wyobrażenia bardziej pasują do filmu since-fiction. Chce go skręcić na tańce, ale on mówi, że nie tańczy tylko skacze i że nie będzie tańczył tak jak mu zagrają. X postanowiłam zdeprawować, a mianowicie nauczyć go jedzenia piszingerów. Owe piszingery deprawują nie tylko żołądek i podniebienie, one deprawują czas i przestrzeń.
A można je nabyć w pewnym małym sklepiku na krańcu Krakowa. Są że palce lizać!
Orwat ma wystawę w BWA we Wrocławiu (3.02.06). Nie jestem na otwarciu, ale na odległość czuję, przeczuwam (kobieca intuicja) i wiem, że wystawa jest ekstra. Takie zwiedzanie na odległość jest dość ekscentrycznym zajęciem, ale i ekonomicznym. Pamiętam pewną styczniowa rozmowę z Orwatem przy dwóch kremowych, udrapowanych, rokokowych ciachach, być może, że nawet kosmicznych. Opowiadał o swoich kukłach ? ufoludkach, które są jego życiowym celem. Stworzyć setki ufoludków z lśniących materiałów i z kolorowych żaróweczek. Mówił też o performance? ach (!) nazywając je wyrafinowaną groteską.
Jeden z nich nosi tytuł: ?Żółw rozglądający się na boki". W tej scenie chodzi o poczucie czasu. Uchwycenie znaczenia i roli każdej sekundy. Ale przecież sekundy są po to, by szybciej zapominać. Sekundy są po to, by okłamywać ciało, że jest ich coraz więcej.
Właśnie był w trakcie spotkania ze mną, gdy komponował kosmiczną suitę przegryzając raz po raz rokokowo - kosmiczne ciastko.
Manggha, wykład (27.02.02) o powiązaniu Yukio Mishimy z kinem.
Mishima, który urzekł mnie kiedyś, dawno temu opisem zachodzącego słońca.
Mishima, który twierdził, że ten kto pisze, powinien pisać własnym życiem.
Wierny kodeksowi pióra i miecza. Chciał odnaleźć regułę. ? Regułę, która godzi słowo i działanie?. Dziwne, ale nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy to ważne połączenie: słowo ? działanie. Słowo, które jest motorem naszych działań. Słowo, a nie myśl?
Dla mnie motorem działania jest myśl, słowo jest czymś wtórnym. Artykulacją naszej woli.
Dla Mishimy są to słowa.
I to pewnie jest tą naszą kulturową różnicą wschód ? zachód.
Projekcja filmu w reżyserii Mishimy ?Patriotyzm? z roku 60, adaptacja opowiadania pod tym samym tytułem. Film unikatowy! Uważany za zaginiony w pewnym momencie się odnalazł.
Niemy, czarno-biały obraz przywołuje analogie do ?Psa Andaluzyjskiego?.
Film może budzić kontrowersje. Zwłaszcza przedostatnia scena, w której bohater robi harakiri. Nie wiem dlaczego, ale w każdym lub prawie każdym japońskim filmie ktoś kroi sobie brzuch. Skąd Japończycy biorą to zamiłowanie do krojenia sobie brzuchów? !
To jest jeden z elementów ich stosunku do życia. Tej tajemniczej relacji, którą Europejczyk nigdy nie będzie wstanie pojąć.
Nie pojęłam, wyszłam i poszłam na ciastko z kremem.
Spotkanie z Olą.
- Jadłaś dzisiaj obiad? ? pytam
- Ach! Zadajesz byt osobiste pytania!
Ostatni dzień lutego ? śledzik u Pauliny Lignar. Bawię się z rocznikami 80-tymi. Zabawne.
posted by Ewa Sonnenberg @ 12:35 PM
Submitted by admin on 28. February 2006 - 12:25.
- Login to post comments