Languages

hasła na stronie

Moja zbroja odrasta tak jak paznokcie

Marzec 2006

Lekcja kaligrafii, rysując znaki to tak jakbym rysowała siebie. Swoje namiętności, zawstydzenie, smutek. Kartka staje się lustrem pod wpływem rysującego pędzelka.
Kaligrafuje słowo: Życie.
Słowo to składa się z kilku kresek pionowych i kilku poziomych. Jednym słowem jak w relacji: ziemia ? niebo. Jak sen i droga do celu.
A w każdej z tych kresek jest cząstka mnie. Moje skupienie, napięcie, uwaga. Moje przeczucia i niepokoje. Te nieco kulfoniaste kreski (jestem najgorsza w grupie), wynikają z mojego środka, z moich relacji ze światem. Tak jakby wewnętrzny nastrój wizualizował się za pomocą tych nieudacznych linii, które ukazują się na kartce. Każdy ruch pędzelkiem musi być przemyślany, a jednocześnie daleki od myślenia. Pełnia pustki to stan, w którym powinno się kaligrafować.

Piątek (3.03.2006), gram na wieczorze w Śródmiejskim Ośrodku Kultury na promocji książki p.t. ?Kapelusz?. Czy to jest kapelusz, z którego wyciąga się białe króliki, a przynajmniej białe myszki? A może kapelusz, który nosiła Gertruda Stein? Bo na pewno nie mój wrocławski mocno nagryziony przez mole. Obawiam się, że to zwykły męski kapelusz z piórkiem i jak tutaj grać Chopina? Mam grać do kapelusza z kapelusza? Słuchacze przekonują mnie, że lepszy taki kapelusz niż żaden. Pytanie tylko jakiej wielkości jest rondo owego kapelusza.

X stwierdza że jest ponadczasowy, bo nie nosi zegarka.
Ja też czuje się ponadczasowo mimo, że co sezon kupuję nowy zegarek swatcha.

Ni stąd ni zowąd znalazłam się na wernisażu w Pracowni Otwartej(3.03.2006). Nie wiem kto wystawia obrazy, podobno jakaś Joanna. Próbuje pokazać to, co niewidoczne kierując się regułą ?mniej znaczy więcej?. Z wszystkich obrazów zapamiętałam jeden: dziewczynka w zbroi. Czyżby któreś z wcieleń Joanny D'Arc? Czym jest więc to "mniej": zbroja czy dziewczynka? Ta zbroja to coś, co nas ochrania przed napastliwością codzienności. Niekiedy taką zbroje można utracić, ale podobno odrasta tak jak paznokcie.

Czytam poezję. Tą pierwszą lepszą, tą znalezioną na skróty, na opak.
Drażni mnie poezja, która nic nie znaczy, która nie ma w sobie odpowiedniej temperatury (przynajmniej wrzenia). To puszenie się wierszami. To nadmuchiwanie siebie do rozmiarów wszechwiedzącego firmamentu. Udawanie duchowości. Udawanie piękna, prawdy i dobra.. Naburmuszone frazy i oczywiste metafory. Szlak mnie trafia, gdy podskórnie wyczuwam w tym fałsz i obłudę. Nic poza tym. Nic między wersami. Pustka, która tak na prawdę jest równoznaczna z ubóstwem duchowym.
Dlaczego człowiek coraz bardziej zapomina o tym, co duchowe?
Dlaczego to, co duchowe spychane jest na margines, jak coś, co się zdezaktualizowało, jak coś, co śmieszy?
Tak jakby wciąż trwała walka między tym, co duchowe i tym, co materialne. Między wewnętrznym i zewnętrznym. Między powierzchownością i głębią. Między bezmyślnością i refleksją. Między czym a czym? Właściwie czy można to zwerbalizować?

Czy życie jest partią szachów? Żartem? Plotką? Partyjką pokera?
Przypuśćmy, że cała ta sprawa z życiem jest żartem opowiedzianym przez kogoś wielkiego komuś małemu. Ten ktoś mały niewiele z tego rozumie dlatego wszystko bierze na poważnie.
Odczytuje na swój mały, własny sposób ogrom tego, co usłyszał i wszystko na swój ludzki sposób wyolbrzymia. Od tej pory rzadko się uśmiecha i najmniejszy drobiazg budzi w nim wątpliwości. Przypuśćmy że cała ta afera z powrotami, rozstaniami jest tylko zabawną grą w której solówkę gra metafizyczny kontrabasista.

Błękitne szkiełko na ulicy. Czyżby zmaterializowany fragmencik nieba? A może czyjaś łza? .
Mogłabym je podnieść i nadać mu jakieś imię. Lub dopisać do niego jakąś niezwykłą historię,
pełną zaklęć i wyznań. Może jest zagubionym fragmentem do układanki, dzięki której stajemy się oświeconymi. Może zgubił je jakiś czarownik lub może wypadło z naszyjnika lekkomyślnej czarodziejki. Kto upuścił ten zawieruszony kawałek błękitu? Może to Ty?

Niedziela (5.03.2006), na pewno nie mieszczańska, w moim wykonaniu jest najbardziej niekonwencjonalna i zaskakująca. W samo południe trafiam do saloniku muzyczno- literackiego Haliny Koch. Przysłuchuje się ?Źródłu Aretuzy? Szymanowskiego. Skrzypaczka, muzyka, ale o co tak na prawdę w tym chodzi? Uczynić nas bardziej wrażliwymi?
Już bardziej wrażliwa być nie mogę. Przecież ze swoją nadwrażliwością i tak ledwo sobie radzę. To ?Źródło? coraz bardziej mnie pochłania, widzę palce skrzypaczki, które rozpędzają się na strunach. Zastanawiam się czym jest owo ?źródło?. Źródło choćby szczęścia lub smutku. Banalne. Wiem. No to w takim razie ?źródło? - jakieś wytłumaczenie tego monotonnego lub burzliwego z dnia na dzień. Pogrążona w myślach naraz zostaję wyrwana do prezentacji swoich wierszy. No tak, wszędzie i o każdej porze recytuję swoje wiersze. A czynię to z przyjemnością. Uwielbiam recytować swoje wiersze. Recytacja mnie porywa jakbym pływała we wzburzonym morzu. Więc gdzie się da recytuję i recytuję. A ludzie słuchają i słuchają.

Śledzik w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich (6.03.2006). Tym razem nie recytuje wierszy. Spotykam ludzi starszego pokolenia. Znów czuję się obco, przypadkowo jakbym nie przystawała do otoczenia. Ktoś proponuje mi podwiezienie do domu, uprzejmie dziękuję i dzięki temu w drodze ze śledzika do rynku dowiaduję się:
Po pierwsze: istnieją kondomy robione na drutach
Po drugie: koleś lejący pod drzewkiem na krakowskim, romantycznym rynku woła ?ale mam małego?
Po trzecie: nigdy nie można tracić nadziei

W ?Lokatorze? (7.03.2006) kolejne spotkanie poetyckie. Tym razem Agnieszka Wolny-Hamkało i Marcin Hamkało prezentują swoją poezję. Agnieszka w jednym z wierszy pisze o zabójczym stężeniu kreatur. Dziwne, odkąd przeprowadziła się z Wrocławia do Krakowa nie mam potrzeby pisać o kreaturach, kanaliach, skurwielach, ?twardzielach? itd. Moja poezja wydelikatniała?Marcin Hamkało ma swoistą definicję wiersza, która brzmi: ?wiersz ma uwierać?. Czyli dobra poezja byłaby jak chodzenie w za ciasnych butach? Ale czy tylko w za ciasnych butach można dojść do celu? Może każdy z butów powinien być od innej pary? Nie mówiąc już o szpilkach, które stały się synonimem feromonów i silikonowych uśmiechów. Silikonowe wiersze? Jaką funkcję ma poezja zastanawiają się prowadzący spotkanie. Żadnej? Lekkie zamieszanie i dezorientacja. Aha i okazuje się, że nie można używać słowa ?piękno?. No to ja się wypisuję bo właśnie piękno jest dla mnie podstawową kategorią, a do tego mam na sobie buty na obcasach! Piękno i emocje. Piękna brzydota i piękne ubóstwo. Piękna nędza i piękne szaleństwo. Na koniec okazuje się, że poezja jest nieużyteczna. Lekka konsternacja. Ale jak inaczej jeśli piękno tak na prawdę jest bezużyteczne.

Próba z Kaczką przed występem. Przygotowujemy Wertyńskiego. Oleg Pogudin z Petersburga śpiewa jak kobieta. Urzekająco!!!!!! ?Jeszcze kilku chłopców i też będę śpiewał jak kobieta? ? mówi mi Kaczka.

Czy jedzenie banana na stojąco lub na leżąco ma jakieś znaczenie?
Jak lepiej: stojąc, siedząc czy leżąc?
I po co w ogóle parać się tak niewdzięczną czynnością jak jedzenie banana
Stopniowo rodzą się wątpliwość: zjeść czy nie zjeść
Dać upust wyobraźni czy ograniczyć się do nazwanie rzeczy po imieniu
Zapuszczać się w jego miąższ tylko po to by operować jakimś środkiem wyrazu?
By zanegować wyższość kotleta nad wegetarianizmem?
Dodatkowa porcja banana ?

Manggha (8.03.2006) wsypanie mandali usypanej przez tybetańskiego mnicha do Wisły. Adoracja mandali pomyślności: dziesięciopłatkowy kwiat. Mandala jako zapis medytacji.
Nie chce się wierzyć, że ten przepiękny obraz powstał z (kolorowego) piasku. Czegoś tak zmiennego. Być może każde piękno jest nietrwałe jak przesypujący się piasek. Może nie tyle nietrwałe, co nieuchwytne. Niszczone, a wciąż istniejące.
Ludzie wyciągają ręce po odrobinę piasku, to ma przynosić pomyślność. Ale przecież pomyślność jest w nas.
Mandala symbolizuje integrację. Jest jak rzut na płaszczyznę Góry Kosmicznej.
Mnich stoi nad brzegiem rzeki i wsypuje mandalę. Czyni to w wielkim skupieniu jakby był sam. Jakby cała ta ceremonia była czyniona tylko w jego obecności. A przecież wokół niego piętrzył się tłum. W europejskiej kulturze zawsze musi istnieć relacja prezentujący i publiczność, mnich wydawał się tak bardzo zaangażowany w to, co robi, że publiczność właściwie była mu niepotrzebna.

Z rozpaczy albo z nudów wysmarowałam sobie brzuch brokatem
Całą noc połyskiwał w świetle księżyca udając jakieś ciało niebieskie
Ten brokat ma być odzwierciedleniem mojej wolnej woli?
A może jest wołaniem na puszczy kogoś bezgranicznie zagubionego
Między księżycem a gwiazdą brzuch stał się jedną z ilustracji kosmosu
Apoteozą tego co przydarza nam się przypadkowo i jakby w półśnie
Czekam więc jak jęzor deszczu zliże ten brokat z mojego brzucha
I znów nastanie zwyczajność której ni jak nie umiem nazwać
Przyzwyczajona do tego co nierzeczywiste i nierealne
Jakbym krążyła w jakiejś niepojętej opowieści
Gdzie jedynym wolnym gestem jest moment gdy wyłączam dzwoniący zegarek
Ale jeszcze nigdy tak naprawdę się nie przebudziłam

Jestem na Darku Foxie (nie mylić z Koxem) w Lokatorze (12.03.2006). Promocja książki ?Co robi łączniczka?. Od początku spodobała mi się ta proza. A czytałam jakieś fragmenty najpierw w ?Twórczości?. Bardzo zgrabnie i inteligentnie napisana. Fotografie Zbigniewa Libery też niczego sobie. Słowem całkiem niezły wieczór z przeolbrzymią ilością pytań.

Spotkanie z młodymi poetami w Kole Młodych przy SPP na Kanoniczej (13.03.2006).
Ktoś czyta wiersze, w których prócz łączenia słów i jakiejś niezgody nie ma nic więcej. Być może niektóre były ciekawe, ale ?sama nie wiem. Bo przecież słowa mają się sobie dziwić i zaskakiwać. Chodzi też o coś pozawerbalnego, które jest ukryte nie w głowie, ale w sercu każdego z nas w mniejszym lub w większym stopniu. Poezja jest pięknym, ale i trudnym darem. Różewicz kiedyś przypadkowo przeze mnie spotkany powiedział: "Tak, poezja, wciąż dźwigam ten garb". I coś w tym jest. Niekiedy nasza własna poezja nas przerasta i nie radzimy sobie z nią. Tworzenie jakby wyrzuca na zewnątrz codzienności tej bezpiecznej od ?do. Rzeczywistość staje się dotkliwsza, przeniknięta mrowiem znaczeń i metafor. Rzeczywistość staje się dzięki temu pełniejsza; o wielu twarzach i namiętnościach, ale i bardziej trudna czy nawet nieposłuszna naszym zmysłom. Po czytaniu wierszy rozpoczęła się dyskusja. Dyskutować o poezji jest równie trudno jak ją pisać. Ciekawym głosem w dyskusji był głos Hieronima Szczura, który ku mojemu zdziwieniu mówił o wierszach tak jakby przeniknął tajemne sfery poezji. Po spotkaniu zwabiłam Hieronima do pewnej kawiarenki by kontynuować dyskusję, do której przyłączył się X. X sączył herbatę przez dzióbek od czajniczka pytając czy znamy się na obliczeniach symbolicznych i numerycznych. Ja i Hieronim poczuliśmy się bezsilni, w trakcie tej bezsilności zaczął padać śnieg i nagle zrobiło się bajkowo. Coraz bardziej czułam się dzieckiem (pippi?) , że wracając do domu kupiłam sobie szmaciana lalkę ze śmiesznymi warkoczykami. Kto wymyśli dla niej imię?

Pracownia Otwarta (17.03.2006) poetycki występ Adama Wiedemanna. Zaserwował ?Bajki zwierzęce? i ?Ciastka z kremem?. Bajki były przepysznie zabawne, a ciastka przesłodkie. Do tego mocna grupa pod wezwaniem ?Bankomat? czyli Tobiasz, Czucznik i jeszcze jeden wyświetlali odjazdowe zdjęcia. Wokół Adama krążyły niezłe ciacha, ale Adam był zajęty rozmową z Pauliną Lignar. X w pewnym momencie postanowił mnie wtajemniczyć, ?wtajemniczam cię tylko dlatego, że jestem pijany?. Wtajemniczenie polegało na zdradzeniu wielkich emocji jakie odczuł podczas słuchania wierszy Adama. Podobno przeżył katharsis. Adam może imponować swoją ironią i żartem. Skąd on to bierze? We mnie jest tylko smutek i jeszcze raz smutek. Nie umiem żartować w wierszach. Być może biorę pisanie zbyt poważnie, zbyt na serio.

A tak na serio mam już dość imprez. Wszelka sztuka przez duże jak i przez małe S wychodzi
mi bokiem.

Miałam sen: jestem na wernisażu Stasia Koby. Obrazy są figuratywne, przedstawiają jakieś postacie w bieli. Mnóstwo bieli. Ja podchodzę i przemalowuje obrazy na czarno. Koba podchodzi do mnie i mówi, że będę musiała zapłacić za te obrazy. Więc czym prędzej śpieszę kupić białą farbę z myślą przemalowania ich znów na biały kolor.

Nagrywam z Kaczką ?Wojtka? (19.03.2006). Odlotowy song, w którym śpiewam dwa zdania. Niezła zabawa.

Spotykam Izę ?Degardo? (20.03.2006) . Wybieramy zdjęcia na imprezę do wrocławskiej Rury, która odbędzie się 25. kwietnia o godz. 20:30 (JazzClub Rura/Wrocław). Zapraszam chętnych do posłuchania wierszy metafizyczno ? buntowniczych w moim wykonaniu przy ostrych dźwiękach gitary elektrycznej Pawła Bednarskiego.