Languages

hasła na stronie

Nie zagracaj wspomnień zakurzonymi figurami przeszłego

W harmonii z zachwytem - Z Ewą Sonnenberg rozmawia Justyna Tomska

Przedostatni tomik „Płonący tramwaj” został wydany w 2001 roku, wychodzi na to, że były 4 lata posuchy wydawniczej, a przecież powiedziałaś kiedyś, że piszesz w trakcie śniadania, obiadu, lęku, grypy, plombowania zęba. I dajesz do ręki 28 wierszy. Co masz na swoje usprawiedliwienie?

Pisarz nie pracuje tylko sam na siebie, na niego pracuje całe otoczenie. Czas, przestrzeń, sytuacje, zdarzenia, relacje, spotkania z ludźmi. To kształtuje pisarza. Rzeczywiście, miałam takie okresy w życiu, kiedy nie rozstawałam się z kartką papieru i z czymś do pisania. Zapełniałam wtedy olbrzymie ilości notesów mając nieomal obsesję robienia notatek. Właściwie ciągle pisałam w restauracji, w kawiarni, w tramwaju, w taksówkach, w pociągach. Cały czas robiłam notatki. Co oczywiście nie jest równoznaczne z wierszem, bo nad wierszem się pracuje, a notatki są jedynie szkicami.

Historia z moimi tomikami jest dość zagmatwana, ponieważ „Płonący tramwaj” ukazał się latem 2001, natomiast „Lekcja zachwytu” latem 2005 choć wiersze z „Lekcji” są starsze od wierszy z „Płonącego”. Naturalnie cały czas pracowałam nad wierszami z „Lekcji zachwytu”. Szlifowałam je. Ten tomik jest inny od moich wcześniejszych tomików, jest jakby bardziej delikatny i liryczny. Pisząc go założyłam sobie że nie będę używała współczesnych słów, żadnych kolokwializmów. Powiedziałabym nawet, że ten tomik jest trochę staroświecki, ale taki był cel. Po pierwsze chciałam odetchnąć nową poetyką, po drugie chciałam się zbuntować wobec panującej mody, po trzecie ten tomik jest swoistym moim prywatnym credo duchowym! Zresztą tematyka jaką podejmuje w tomie chyba najlepiej wybrzmiała właśnie w takiej formie. Jest to tomik człowieka, który zaczyna jakby wszystko od nowa jak dziecko uczy się postrzegania świata i jak dziecko dziwi się temu światu. Taka postawa wiązała się z moją sytuacją życiową. W tamtym okresie chciałam nauczyć się na nowo rozumieć świat. Myślę, że ten tomik uczy patrzeć. Jest to taki powrót do dzieciństwa.
Zresztą jest on niekończącą się rozmową między zadziwionym uczniem i mistrzem.

No to zburzyłaś moją koncepcję, bo chciałam cię zapytać, czy obecna Ewa mniej się buntuje niż dawniej, a bardziej się dziwi. A ty mi mówisz, że współczesna Ewa powstała wcześniej niż ta, z poprzedniego tomiku. Oznacza to, że jesteśmy wstanie wyprzedzić samych siebie?

Jesteśmy wstanie nie tylko wyprzedzić samych siebie, ale i swój los.(śmiech). „Lekcja zachwytu” pomimo iż powstała przed „Płonącym tramwajem” jest mi bardzo bliska i jestem z tym tomem w pełnej harmonii. Te wiersze wciąż są we mnie, bardzo głęboko zakorzenione. Te wiersze zgadzają się z moim obecnym stanem ducha. Ten tom się za mną nie kłóci.
Tomik ten powstał bardzo spontanicznie i jest oparty na pomyśle. W podobny sposób powstały tomiki „Planeta” i „Kraina tysiąca notesów’. Ale tomiki oczywiście powstają nie tylko pod określony pomysł. Czasami zbieram wiersze latami i potem układam je w całość jak w „Hazardzie’ czy „Smyczy”, które nie były pisane tak spontanicznie. Każdy tomik powinien być całością, bo jest przecież jak każda inna książka. Posiada w sobie akcję, narrację, punkty zwrotne, punkty kulminacyjne, diminuendo, bohaterów, którym może przydarzyć się wszystko.

U kogo Ewa Sonnenberg pobierała lekcje zachwytu?

Zachwyt trzeba znaleźć w samym sobie. W motcie do tomiku napisałam:

zachwyt że istnieje coś takiego jak zachwyt
i jest to pierwszy zachwyt

zachwyt że ktoś ci o tym powiedział
i jest to drugi zachwyt

zachwyt że teraz i ty tak umiesz
i jest to trzeci zachwyt

Istnieje więc zachwyt w nas samych, ale i zachwyt, który czerpie się od innych ludzi. Po części odpowiedzią na twoje pytanie są dedykacje w tomiku. Dla moich rodziców i dla pani Joanny Krasińskiej - Glazewski. Rodzice jako pierwsi uczyli mnie patrzenia na świat, co jest naturalne. Olbrzymią rolę odegrała tutaj moja mama bardzo wrażliwa i niezwykła osoba. No i pani Joanna, którą spotkałam w Paryżu będąc na stypendium Kultury Niezależnej. Mieszkałam wtedy w Domu Św. Kazimierza, który prowadzą polskie siostry Szarytki i gdzie mieszkał Norwid. Ja mieszkałam siedem pokoi za pokojem Norwida! To było dla mnie wielkie przeżycie. Tam właśnie spotkałam panią Joannę potomkinię Krasińskiego, z którą się zaprzyjaźniłam. I znowu ogromny zachwyt bo odkąd pamiętam uwielbiałam i uwielbiam literaturę romantyczną. Gdy byłam dzieckiem mama czytywała mi Ballady i romanse Mickiewicza, które już wtedy znałam na pamięć, a potem doszedł Słowacki, Norwid, Krasiński. I nagle recytując swoje wiersze pani Joannie czułam się jakbym recytowała je samemu Krasińskiemu. A przyjaźń z panią Joanną była niezwykłym i niepowtarzalnym doświadczeniem. Niesamowita przede wszystkim była ta kobieta. Prezentowała bardzo wysoką kulturę i posiadała cechy, o które coraz trudniej w dzisiejszym burzliwym świecie.
Czytywałyśmy razem Krasińskiego i uwielbiałyśmy słuchać muzyki. Bardzo dużo tej przyjaźni zawdzięczam, bo na początku mojego pobytu w Paryżu przeżywałam dość poważny kryzys, a ta przyjaźń zbudowała mnie na nowo i otworzyła oczy na jakiś inny rodzaj wrażliwości, delikatności i subtelności duchowej.

I poczułaś, że musisz tę lekcje przekazać innym? Więc jaką lekcję zachwytu chciałabyś dać swoim czytelnikom?

Chciałabym nauczyć zauważania rzeczy ważnych w rzeczach nieważnych. Dostrzegania w rzeczach przyziemnych rzeczy niezwykłych. Musimy pamiętać, że oprócz naszej rzeczywistości istnieje inna, pozawerbalna, która usiłuje wypowiedzieć się poprzez poezję i sztukę. Dotyka nas Absolut i musimy zdawać sobie z tego sprawę.

W wierszu „Posłowie” mówisz, że te książkę napisał czytelnik, „w czekaniu na rzeczy wielkie rozpoznając moc rzeczy małych”, że twoje poezja „nie umie kłamać ani mówić prawdy”, że jest „poza oczywistym i koniecznym”, że „jest darem spotkania na które nie czekamy”.
To prawie mała wykładnia tego, czym jest poezja. Pomówmy o tym wierszu.

Trudno mi mówić o nim, bo jeszcze bardzo tkwi we mnie. Nawet pamiętam dokładnie moment gdy powstawał. A pisałam go rzeczywiście natchnieniu. Cudownie się go pisało. Byłam bardzo szczęśliwa. To mocne uczucie, gdy wiersz jest gdzieś głęboko w nas, a potem widzimy go na kartce papieru. Czujemy wtedy ogromne spełnienie. W tym wierszu wychodzę naprzeciw czytelnikowi. Może jest to rodzaj hołdu dla tych, którzy uczyli mnie zachwytu, umiejętności dostrzegania piękna, uczulenia, że każda chwila jest ważna, przywracali wiarę w ludzi, udowadniali że wrażliwość i delikatność to jedna z najważniejszych ludzkich cech. Dlatego jest to zachwyt daleki od egzaltacji.

W „Przewodniku lirycznym po Europie” napisałaś, że pisanie to rodzaj profanacji samej siebie i że pióro lepiej trzyma się brudnej ręki, ale w wierszu „Prezent urodzinowy” z nowego tomiku piszesz, że powinnością człowieka jest nazywać pięknym, co piękne nie jest. Czy brudna ręka może nazywać pięknym, co pięknym nie jest?

Zdajesz tutaj relację z moich rozlicznych skrajności. Moje życie jest pasmem wielu skrajności. Odnoszę wrażenie, że świat budowany na skrajnościach jest o wiele bogatszy. Ta ciągła walka między skrajnościami wyzwala jakąś siłę. Przypominam sobie jeszcze inny mój tekst, w którym cytuje Celana, który pisze, że tylko czyste ręce piszą prawdziwe wiersze. Natomiast owa brudna ręka to metafora pełnego, głębokiego doznawania rzeczywistości. Bez taryf ulgowych, bez łatwizn, bez skrótów. Życie pełnią - sięganie wyżyn duchowych, ale i sięganie dna. Bez tego dna nie będziemy umieli docenić piękna. Idąc bezpiecznie jakąś środkową linią na pół gwizdka nasze odczucia będą blade i nieciekawe. Michał Anioł powiedział, że nikt mistrzostwa w sztuce nie osiągnie, jeśli najpierw nie sięgnie życia krańców.

Czy poetka ma misję?

Każdy wielki poeta ma misję. Misję służeniu prawdzie i tylko prawdzie. Ja chciałabym pokazać to, co jest niedostrzegalne dla przeciętnego czytelnika.

Przypomina mi się Barańczak jak mówił, że pisząc poezje walczy z Nicością. Z czym walczy Ewa Sonnenberg?

Walczę z fałszem i obłudą, które wykrzywiają obraz rzeczywistości. Walczę ze złem, które sprowadza na manowce intelekt i ducha.

W Twoich wierszach często mylisz tropy, to znaczy interpretujesz pewne rzeczy zupełnie na odwrót, niż to jest przyjęte. W wierszu „Wiara” piszesz, „ niech powtarza się błąd za błędem, by nie kusiło to co pewne” lub w wierszu „Nadzieja”, „że nigdy na czas nigdy teraz/że kierunki będą niewłaściwe. A wiara to przecież wiara, że błędu nie będzie, a nadzieja, że obierzemy właściwy kierunek.

Tak, chcę uczulić moimi wierszami na stereotypy. Tutaj błąd występuje jako pokora. Przecież nie jesteśmy doskonali. I nie koniecznie to, co uważamy za słuszne naprawdę takie jest. Boję się nawykowego doświadczania rzeczywistości. Chciałabym tymi wierszami podrażnić i obudzić jakąś intelektualną i duchową czujność. Uczulić na schematy myślowe, które są zabójcze dla wyobraźni i wolności duchowej. Może należałoby na nowo poszukać tego, czym jest miłość, nadzieja, wiara. Przecież nie mogą być odbierane w sposób szablonowy, ot tak z przyzwyczajenia. Trzeba na nowo odkryć ich wielkość, ich miejsce w świecie i w naszym życiu. Prawdę mówiąc to „lekcja” i nie tylko zachwytu trochę się przedłużyła. Ostatnio pracuje nad cyklem wierszy: nauka czytania, nauka mówienia, nauka patrzenia. Może poszukuję mistrza? Ale nie w takim potocznym znaczeniu. Mistrzem może być przecież jakieś doświadczenie życiowe, jakaś chwila, osoba z przeszłości, i nie tylko ktoś fizycznie siedzący naprzeciw nas.

Nie można nie wspomnieć o twojej bogatej biografii, a Akademii Muzycznej we Wrocławiu, o filozofii, o tańcu, o kursie nurkowania i kursie przymykania oczu…co to jest kurs przymykania oczu?

Część z tego to żarty. Oczywiście skończyłam kurs nurkowania, ale w oceanie codzienności. Rzeczywiście sporo rzeczy robiłam i robię. Wiele podróżowałam. Istotnie moja biografia zapełniłaby wiele opasłych tomów! Bo i Akademia Muzyczna, Studium Literacko – Artystyczne, teraz kończę filozofię na UJ w Krakowie. To świadczy o tym, że cały czas czegoś poszukuję. Zawsze byłam niespokojnym duchem. Od dziecka miałam wiele zainteresowań. Interesowałam się astronomią, biologią, archeologią, historią, architekturą, malarstwem, sztuką w ogóle. Od dziecka pisałam. Pisanie było moim hobby do momentu gdy nagle przemieniło się w coś poważniejszego. A stało się tak po moim wypadku gdy wpadłam pod samochód w 1990 roku. To trochę jak z Conradem. On też zaczął pisać po wypadku na jakimś statku. Zaczęłam więc pisać świadomie to znaczy już nie do szuflady. Chciałam się po prostu dzielić tym, co napisałam z czytelnikiem. I tak już zostało.