Languages

hasła na stronie

Z rozpaczy albo z nudów wysmarowałam sobie brzuch brokatem

ŚWINIOPAS NIE Z TEJ BAJKI

To ja jestem księciem

Przez jakiś czas byłem świniopasem

Spoufalałem się z ludźmi

Próbowałem dać im miłość i wolność

Ale zamiast moich ogrodów różanych

Woleli róże ze sztucznymi kwiatami

Zamiast otwartej przestrzeni kraty z błyskotkami

Czas zmyć tę brudną bladą zmaltretowaną twarz – nie moją

I ukazać kim jest róża którą przysłałem im w prezencie


To ja jestem księciem

Prosiłam ludzi o miłość

Jak szary wilk między stadem świń

Podczas gdy ludzie kurwili się

By zdobyć blichtr tego świata

Za parawanem religii i polityki

Udawali że nigdy się nie urodziłem

Skazując mnie na „życie gorsze od śmierci”


To ja jestem księciem

Błękitną kroplą nieba

Pisałem najpiękniejsze wiersze świata

Nikt mnie nie rozpoznał

Budziłem w ludziach tylko śmiech

Pisałem sobą tysiące listów

By choć w jednym słowie

Ktoś zauważył że

 

To ja jestem księciem

Zabłąkanym między stuleciami

Na koszt czasu i przestrzeni

Nie szukałem księżniczki

Ale kogoś kto umiały zrozumieć

Przenikanie wszystkiego jednym westchnieniem

Nie szukałem pałaców

Ale jakiegoś domu gdzie mógłbym

Przeczekać mój smutek

Bo nawet nie mam gdzie odejść

Książę śpiewa już inną piosenkę:

„Ach mój miły Augustynie …”

 

To ja jestem księciem

Który wysyła ptaki do samego siebie

Nie oczekiwałem niczego

Poza tym jednym wspomnieniem

By pamiętali jak trzymając światło

Prowadziłem polami śniegów

Na spotkanie z pięknem

Czymś co nie można kupić

Bo jest przezroczystym talizmanem

 

To ja jestem księciem

Za woalem ludzkich przyzwyczajeń

Udawałem że jestem ludzki

By moja Obecność nikomu nie przeszkadzała

Patrzyłam na siebie i tych którzy ze mnie kpili

„Wiejskie zasmarkane dziecko które trafiło na salony”

Jakby nie wiedzieli że tym świniopasem stałem się na Ziemi

Abyście mogli okłamywać swoje życie

Że świat dzieli się na chlew i salony

 

To ja jestem księciem

Z królestwa dzieciństwa

W którym słowa „nigdy” i „zawsze”

Są tym samym jak zdjęcie dziecka

Nawet jego spojrzenie mówi gwiazdami

Moja mała odrzucona dziewczynka która wciąż ucieka

Wywlekana na siłę między brutalne gry

Moja naiwność była wiedzą

A zabawka dzięki której przez chwilę

Mogłem zaistnieć między ludźmi

Ta śmieszna zabawka przy której bawiliście się

W królów świata i szczęściarzy losu

Ta śmieszna zabawka to wieczność

 

To ja jestem księciem

Na moich oczach pisaliście mój nekrolog

Planowaliście moją datę śmierci

Czy nie wiedzieliście że żyłam tylko po to

I tylko dlatego mogliście mnie nienawidzić

Aby na wszechwidzących polach walki

Posiadać tylko jedno Marzenie:

Jeśli mógłbym umrzeć to tylko w bitwie

Walcząc o Prawdę której nigdy nie zaznacie

Marzenie które nabrało nadludzkiej mocy

Wtedy śmiertelny cios przyjmuje się z otwartymi ramionami

Jak miłość bez wątpliwości i bez uprzedzeń

Wtedy jestem wysoko nad ziemią jak stada ptaków

Odlatujących do krainy dzieciństwa

 

To ja jestem księciem

Chcieliście się we mnie przeglądać

Ale byliście jedynie krzywymi zwierciadłami

Zniekształcając mój obraz i moje słowa

Obrzucając mnie wrogimi oszczerstwami

Nie ma żadnego lustra między nami

Tym czym byłem jestem i będę

Jest tożsame z tym co było jest i będzie

Moja bliskość liczyła wiele tysięcy lat

A wy rachowaliście zmarszczki na mojej twarzy

I skuteczność zadawanych mi ran i ilość ciosów

Moja bliskość jak ziarnko piasku i wasza wiedza

Jak miraż na jakiejś betonowej pustyni

Moja bliskość choć odległości do prawdziwego mnie

Nikt z was nie umiałby przebyć

 

To ja jestem księciem

Ubieraliście mnie w nędzne łachmany

Swoich uprzedzeń niechęci odrzucenia

Przyglądałem się tym spiskom intrygom

Jakby ktoś układał z klocków konstrukcję nieistniejącej budowli

Zaznałem wielu bestialskich sposobów niszczenia

Odbierając mi wszystko co kochałem

Nie widzieliście że istnieje coś bardziej niż miłość?

Byłem jak dziecko które jeszcze nie wypowiedziało

Pierwszego słowa w którym mógłbym ujrzeć siebie

kolor słów na papierze

Wzbiera coraz większą falą głębi

 

To ja jestem księciem

W karnawałowym stroju świniopasa

Bawiliście się moimi uczuciami

Miłością strachem lękiem

Chcieliście grać ze mną szachy

Nie wiedząc że to ja jestem szachownicą

Na której śmierć rozgrywa partię z kolejnymi epokami

Wy byliście zaledwie pionkami

Świnie więzione w ziemskim chlewie

Salony z sypiącymi się ścianami ziemi

Śmieszyłem was gdy wzruszałem się

Nad każdym gestem dobra

Przecież ci którzy byli choć w cieniu mojego Marzenia

Stawali się bezcennymi adresatami Niemożliwego

 

To ja jestem księciem

Zostawiam wam mapę moich blizn jak mapę planety

Na której jest i przyszłość i przeszłość

Historia prowokowania mojego losu

W którym ryliście jak świnie w ziemi

Opowieść o małej dziewczynce w sercu wszechświata

Nazywając was przyjaciółmi lub wrogami była taka bezradna

Przekupywała wasze uczucia deserami i dziecięcymi skarbami

Ta mała dziewczynka jak dźwięk klawesynu

Melodia krzywdy nigdy nie ustanie

 

To ja jestem księciem

Blisko czy daleko nie ma znaczenia

Święta pustynia i oaza która jest we mnie

Słyszycie?

Jestem księciem w szatach moich przodków

Po dwóch stronach otwartej na oścież Księgi

W oceanach atramentu „ była nie z tego świata

 

Ewa Sonnenberg