Languages

hasła na stronie

Czy istnieje kantor wymiany dusz?

Sierpień 2006

Księżyc jest bliżej niż ludzie obok mnie
Skąd to poczucie bliskości?
Pod palcami światło księżyca

ADAB - duchowa uprzejmość Drogi

Wyobraźnia woła, ale umysł nie chce ruszyć się z miejsca.

"Bądź głupi nie czytaj gazet" pojawiły się napisy na wielkich plakatach. Dają po oczach z każdego miejsca miasta. Szlak mnie trafia jak widzę takie napisy. To wulgarna manipulacja ludźmi. Narzucanie papki publicystycznej. A może jest odwrotnie: czytaj gazety bądź głupi!

Ciała po miłości są rozpoznawalne. Emanuje z nich specyficzna temperatura uczucia.

Spotykam Mirę Kuś. Pijemy kawę i rozmawiamy o poezji. Rozmów o poezji nigdy dość. Choć podobno prawdziwi poeci nigdy o poezji nie rozmawiają? Opowiadam o mojej fascynacji Hilde Domin i jej wierszu przeciwwaga, o tej szali, na którą położony jest cały świat i szali, na której położone są jej łzy i uśmiechy. Mira stwierdza, że napisała podobny wiersz. "Moje serce wielkości pięści wobec całego wszechświata". Bardzo piękne stwierdzenie. A jednocześnie uzmysłowiło mi, że wszechświat w moim odczuciu nigdy nie jest po drugiej stronie, ale obok mnie i wewnątrz mnie. Czuję się całością z wszechświatem. Tak jakby moje serce było fragmentem serca wszechświata. Tym bardziej Mira mnie zaskoczyła.

Na rynku dziewczyna opowiada o Chrystusie. Upalny dzień. Kobiety obnażają swoje ciała. Mężczyźni czekają na kobietę swojego życia lub tę na jedną noc. Ja wciąż w drodze do?

Życie jest brutal i very much zasadzkas. To a propos kursu języka amerykańskiego. Kursu na którym poznałam mnóstwo zbzikowanych idiomów. Z idiomami jest jak z muzyką ? wyrażają charakter i mentalność danego narodu. Powiedz mi kilka idiomów, a powiem ci jaki jest twój naród.

W upały mogę czytać tylko Wittgensteina

Wystawa Olgii Boznańskiej. Obraz dziewczynki w czerwonej sukience. Dziewczynka wygląda na chorowitą, może nawet ma gruźlicę? Kim była jako dojrzała kobieta. Jaki zapach miała chwila, w której była malowana? Może dziewczynka jest uosobieniem tej chwili?
I kobieta z portretu p.t. Smutek. Spotykam identyczna twarz na spacerze wzdłuż Wisły. Dziwne. Czy to ta sama osoba z portretu? Czy może spotkałam personifikację smutku idąc bez celu wzdłuż uspokojonej i ukojonej fragmentem wiersza rzeki.

Jaka jest rzeczywistość wiatru?
Czy dla wiatru istnieje czas?

Słyszałam jak oddycha niebo
To tak jakby pies biegł do swojego Pana.

Na Grodzkiej spotykam Ewę Elżbietę Nowakowską, skarżę się na wyparowanie weny podczas upałów, a ona jakby nigdy nic mówi: Przecież można żyć bez poezji. Rilkemu na pewno nie spodobałyby się te słowa. Rilke, który w "Listach do młodego poety" stwierdził, że jeśli mamy odczucie, że bez poezji nie moglibyśmy żyć, wtedy należy poświęcić się pisaniu. Miał pewnie na myśli tą płomienną pasję, która sprawia, że nie jemy, nie śpimy nieustannie pisząc. Coś wiem na ten temat. W takich emocjach pisałam "Płonący tramwaj" doprowadzając się w stan skrajnego wycieńczenia. Inna sprawa, że nie trzeba pisać wierszy by być poetą. Tutaj chodzi o ten szczególny rodzaj przeżywania świata. Bezgraniczny, uważny i ?czuły.

Poniedziałkowym punktem programu, by dobrze zacząć tydzień, był sklep PUNKT na Sławkowskiej 12. Jest to miejsce, które przypomina undegrandowe sklepy paryskie czy berlińskie. Lubię ten klimat. A w sklepie można kupić przeróżne ekscentryczne i ekstrawaganckie rzeczy. Bluzki ze skrzydełkami, chusteczki w serduszka z Nowego Yorku, nieziemskie torebki, odjazdowe buty. Będąc w tym sklepie przenoszę się w atmosferę moich rozlicznych podróży po Europie.

Co powiedział deszcz?
Słyszeć to nie to samo co usłyszeć
Patrzeć to nie to samo co widzieć

Mam pomysły napisania wiersza o Trudzie
Trudzie podążania trudzie odnajdywania samego siebie
Trudzie stawania się

Trud za każdym razem trud
Ciągłego podążania za
Odnajdywania tego co wciąż niewłaściwe
Nieustanny trud zawierzenia
Ileż dróg a ciągle nie ta właściwa
Ileż dni a wciąż nie z tym jedynym porankiem
Mówisz: zaśpiewam ci o miłości
I jest w tym trud odzyskiwania właściwego słowa
I jest w tym nieopisany brak dotyku
Trud każdej sekundy
Liczy się tylko milczenie

Pies, który idzie w dwóch kierunkach jednocześnie, coś takiego można zobaczyć tylko na wystawie plakatu japońskiego z motywami zwierzęcymi. Zwierzęta w kulturze wschodu posiadają ciężar znaczeniowy i symboliczny. Smok jest symbolem cesarza, taoizmu, ale i szczęścia.

Co stwarza te pozory, w których nie umiemy się odnaleźć ?

Znów spotykam Mirę Kuś. Tym razem rozmawiamy o wielkich artystach. Mira, twierdzi,
że niektórzy artyści to po prostu cwaniacy, którzy wpisują się w to, co jest modne i na fali. Ale poza efekciarstwem w tej sztuce nic nie ma. Wymienia Warhola.
Owszem można by się z nią zgodzić. Ale postawa Warhola oddaje świadomość i psychikę ameryki. I to w jakimś sensie jest cenne. Choć rzeczywiście tu i ówdzie czy to w literaturze czy w plastyce widać te cwaniackie chwyty.

Jadę pociągiem do Wrocławia. Konduktorka pachnie atramentem. Na murach witają mnie napisy: Cała Polska w cieniu Śląska.

Powrót na wrocławską Akademię Muzyczną po czternastu latach! 14 lat nie byłam w tym budynku. Sama nie wiem, dlaczego unikałam tego miejsca. Może fakt, że nie poświęciłam się muzyce sprawiał, że nie chciałam się konfrontować z miejscem, gdzie były moje marzenia o graniu. Teraz z dystansem patrzyłam na drzwi, za którymi stał fortepian, na którym ćwiczyłam. Te wielogodzinne ćwiczenia przy fortepianie. To wielogodzinne siedzenie w czterech ścianach. Ale ja to uwielbiałam. Te cztery ściany były jak cela klasztorna. A ćwiczenie jak modlitwa. Granie jest swego rodzaju modlitwa tak jak taniec.

Wychodząc z Akademii spotykam cygankę, która powiedziała mnóstwo miłych rzeczy. Zaskakujących i prawdziwych. Ta cyganka była jak otwarcie jakiejś ksiązki na pięknym poemacie o życiu.

Północ. Ulica Świdnicka we Wrocławiu, ja w swoim mieszkaniu na szklanej górze czyli nad sklepem z porcelaną. Północ, za oknem ktoś gra na harmonijce ustnej. To czysty blues. Środek lata, upalna noc, księżyc w pełni i blues.

W wielkim mieście cudowna jest samotność, bez której nie ma wolności i wolność, bez której nie ma tworzenia. To są trzy dary, które otrzymujemy po długiej walce z samym sobą.

Słucham Wagnera.
Jego monumentalizm jest demoniczny.

Wyprawa do Srebrnej Góry. Odwiedzam Martynę i Piotra Mareckiego. Plotkujemy o Michaśce.

Wrocław, jacyś chuliganie krzyczą do mnie: miłego dnia aniołku!
Dzięki! wykrzykuję tuż obok sklepu z pędzelkami do kaligrafowania
A on na to: do ciebie z pełnym szacunkiem, jesteś kochana!

Rozmyślam o Joannie. Wsunęłam się do jej bosonogiego świata jak zakładka do książki.

Mam sen, jestem księżniczką więzioną, bo nie mogę pokazać swojej twarzy ludziom. Uwalniam się i świat widzi moją twarz. Dziwny sen. Czym jest moja prawdziwa twarz? Lub kim jest moja prawdziwa twarz? Prawdziwa, to znaczy jaka? Ujawnić siebie tzn. siebie zrozumieć. Zrozumieć siebie to zrozumieć świat. Niekiedy odnoszę wrażenie, że to my tworzymy świat, że świat jest naszą myślową projekcją. Wiem, że popadam w solipsyzm i należało by tutaj przywołać sir Berkeleya. Również mam wrażenie, że nie spotykamy się z ludźmi przypadkowo. Każde spotkanie ma jakiś ukryty sens, którego znaczenie kryje się w nas. W naszych lękach, uprzedzeniach, głębiach. To, co nosimy ukryte głęboko w sobie przenosimy na osobę spotkaną. Inaczej mówiąc to, czego wewnętrznie oczekujemy, nadchodzi w postaci takiej, a nie innej osoby. I tak też było we Wrocławiu. Gdy nie oczekiwałam oczekując spotkałam Krystiana Kiełba, kompozytora i pedagoga, który jak sam przyznał, od pół roku mnie poszukiwał i próbował się za mną skontaktować. I tak zetknęliśmy się na schodach Akademii Muzycznej, po czym Krystian stwierdził: Musisz kogoś koniecznie poznać! Tym kimś była młoda kompozytorka, Jagoda. To, co teraz powinnam napisać to same jakieś poetyckie metafory, epitety i superlatywy, ale brzmiałoby to i tak blado przy pierwszym zetknięciu z Jagodą.

Poranek, deszczowy, mglisty w małym studiu na Akademii Muzycznej. Słucham kompozycji Jagody. Te utwory są dla mnie odkryciem. A deszcz jakby chciał się nam przypodobać i wciąż padał. Potem kawa, papierosy, mnóstwo papierosów wypalonych razem i rozmowy, długie rozmowy. Jagoda jest osobą, przy której można zrewidować własne spojrzenie na sztukę. Pogłębić je i przeformułować. Może nadać szybszego tempa, plastycznej ekspresji.
To dzięki Jagodzie postanowiłam bardziej rozrysować moje "Pisanie na piasku".
Tak rozrysować, by było słychać szelest piasku i podmuchy wiatru.

Tworzenie to kolekcjonowanie tematów (tak jak Krystian kolekcjonuje parasole). Szukanie ich (tematów, nie parasoli) to jak zataczanie coraz większych kręgów na wodzie. A i tak to, co odnajdujemy jest tylko odbiciem na wodzie. Czym jest więc kamyk, który wrzucamy do tej wody?

I znów Kraków. Ide przez rynek a tu skrzypek gra Mozarta, po lewej kapela klezmerska, po prawej zespół dęty. Cały Kraków.

Obiad "Pod Aniołami" z Kasią Jakubiak i Josephem Komuniaką. Kasia przetłumaczyła na angielski moje ?Pisanie na piasku?. Kasia jak zwykle pięknie wygląda i w piękny sposób opowiada o poezji.

W kawiarni Bunkra Sztuki zbiera się cała ekipa: Kasia Jakubiak, Komuniaka, Hieronim Szczur, Piotr Maur, Radek Lievre. Rozmawiamy o młodych dramaturgach i o teatrze popijając piwo. Impreza przenosi się do Muniaka. Po drodze na rynku spotykamy Adama Zagajewskiego, który pada w ramiona Komuniace.

Manifestacje poetyckie w Warszawie. Miałam więc zamanifestować siebie, zrobić ze swojego JA jakiś manifest mniej lub bardziej krzykliwy, mniej lub bardziej papierowy, mniej lub bardziej fałszywy, mniej lub bardziej z krwi i kości. Ale co jeszcze można zamanifestować?
Że mam wszystko gdzieś?
Że brzydzę się łatwizną?
Że
Że
Że
Można by tak bez końca, ale właściwie po co?
Choć Manifestacje to dobry tytuł dla tej imprezy, na którą zjechało 120 młodych poetów, podkreślam młodych, a młodość ma to do siebie, że ma potrzebę ekspresji i zamanifestowania siebie. Ja już co miałam do zamanifestowania zamanifestowałam.

120 poetów z całej Polski. Co ciekawe, zauważyłam, że każdy region ma jakby swoją swoistą poetykę, coś charakterystycznego i rozpoznawalnego.

Tylko w takim mieście jak Warszawa można uprawiać poezje neolingwistyczną. Architektura, układ ulic, ciąg krawężników, narracja przejść dla pieszych, spreparowana starówka, zamek królewski jak tekturowe pudełko udające historię a między tym wszystkim jest nieopisana ilość przestrzeni, a ta przestrzeń jest pustką. Ta pusta przestrzeń jak pusta kartka domaga się wyjścia poza język, eksperymentów językowych. Jakby język chciał się usamodzielnić. Bo struktura miasta nie potrzebuje lirycznej fabuły, potrzebuje odtworzenia tych wszystkich pustych oczodołów miasta.

Musiałam przyjechać do Warszawy, by wreszcie zjeść schaboszczaka z kapustą!
W restauracji z widokiem na zamek królewski.
Więc żywię się antybiotykami, psychotropami i schaboszczakami.

Wieczór inauguracyjny Manifestacji to występ Cyranowicz i mój kaskaderko ? gigantyczny dekolt. Po prostu kupiłam sukienkę, nie przymierzając, a gdy w hotelu ją założyłam, już nie miałam wyjścia, musiałam w niej iść. Poratowała mnie na miejscu plakietka manifestacji, która zaległa między i tak przesłoniła odrobinę dekolt. Występ to mała salka, czerwone, żółte, niebieskie światła i głos z offu monotonnie skandujący: niebieski, niebieski, niebieski, niebieski, niebieski, niebieski itd. Cyranowicz na tle owych eksperymentów recytuje wiersze. Wiersze? Czy raczej skwapliwą obmowę świata. Bunt zaborczy. Bunt, ale czy on gdzieś prowadzi? Nie chodzi o to, by pisać, że jesteśmy trzymani za mordy, sztuką jest napisać jak odzyskać wolność.

Ulewa, porywam Romka Bromboszcza i jedziemy do Jadłodajni Filozoficznej. Na miejscu jest Pasewicz Edward zresztą. Zaczynamy rozmawiać o muzyce klasycznej. Wypad do McDonaldsa. Nougety i kompozycje Pasewicza. Sonata fortepianowa. Kompozycja napisana w duchu Bartoka i Prokofiewa. Spędzam noc z Pasewiczem (hahaha, spędzam ją na słuchaniu muzyki).

Maraton poetycki. "Rita Baum" występuje jako pierwsza. Zabrakło mi tylko Marcina Czerwińskiego. Jakoś dziwnie "Rita" bez Marcina? Jakieś fatalne niedopatrzenie. Kolejno występują poeci związani z pismami młodoliterackimi. Słucham wierszy z zainteresowaniem. Musze się przyznać, że od jakiegoś czasu w ogóle nie czytam młodej literatury poza prozą. Dlatego na Mariensztacie postanowiłam nadrobić zaległości. Niektóre teksty podobają mi się, choć być może nie są jeszcze w pełni poezją. Lubię młodzieńczą spontaniczność w poezji, i odwagę twórczą, którą szastają w nonszalancki sposób młodzi ludzie. To jest w tych tekstach najpiękniejsze. Wiersze niekiedy zaskakujące, niekiedy dojrzałe, niekiedy śmieszne, niekiedy grafomańskie.

W nocy w klubie Diuna Romek Bromboszcz, Kopyt i Podgórni przebierają się w białe kombinezony i serwują poezję cybernetyczną. Ich występ przypomina mi występy dadaistów.

No i koncert rewelacyjnego zespołu z Wrocławia: MM&I. Wokalistka obłędna!!!!!!!!!

W Diunie tysiące znajomych, tysiące jak tam? Co u ciebie? Co piszesz? Kiedy nowy tomik?
Jest Ania Bartosiewicz z Ewą, które wyglądają słodko. Jest Dominika, Kasia. Melecki, Majzel, Bruno Aleksander, Cezary Kęder, no i cały czas Manifestacja asystuje Paweł Ivo Kaczorowski.

Ostatnio w Warszawie byłam 5 lat temu i przybyłam do czcigodnej stolicy w stanie całkowitego upojenia alkoholowego. Miałam wtedy występować na jakimś wieczorze feministycznych, ale nie dotarłam do sceny. Teraz Warszawa wydała mi się odmienna jak to na trzeźwo bywa. I ja sobie wydałam się inna. To Inne, które przyłapuje nas na zapominaniu siebie.

Ania Piekara zawiozła mnie na swoją ukochaną ulicę. Ulica, na której cofamy się w czasie do XIX wieku, do binokli, monokli, laseczek z perwersyjnymi rączkami, koszul a la Słowacki, aksamitnych kamizelek, dyliżansów, itd. itp.
Nagle spostrzegam, że Ania jest postacią jakby żywcem przeniesioną z tamtych czasów.

Trzeci dzień manifestacji to przede wszystkim konkurs jednego wiersza, który w większości przyciągnął nieustraszonych grafomanów. To nie poeta cierpi, ale poezja cierpi przez poetów, ktoś powiedział przy którymś z kawiarnianych stolików.

Na chwilę wpadam do Zachęty. Wystawa p.t. Letnia miłość. Ciepło zimno. I oto nagle urzeka mnie film. Niby nic filmik o psie. Ale ten klimat, nastrój, melancholia. Odjazd. Okazuje się, że to sama Tracy Emin.

I jeszcze Buty Ze Szczęśliwym Zakończeniem: czubki butów damskich i męskich połączone ze sobą i tworzące jedną całość. Ekstra!