Languages

hasła na stronie

Życie to jedna z najbardziej ekscytujących plotek
I jeden z najgłupszych żartów

Wrzesień 2006

Budapeszt. Dworzec Keleti. Budapeszt w drodze do Belgradu. Restauracja dworcowa z białym fortepianem. Gdy byłam dwa lata temu też był. Bez względu na śmierć mojego ojca, miłości, rozstania biały fortepian nieustannie na swoim miejscu. Jakby nigdy nic usurrealistycznia to miejsce i tworzy go dziwnymi i niepowtarzalnym. Próbuję coś zamawiać, ale ten kosmiczny język czyli węgierski jest poza moimi możliwościami językowymi. I oto nagle otacza mnie ten dziwny język, w którym słowo : lody brzmi: fagylaltkelyhek. Czy wyobrażacie sobie takie słowo na łagodne, niewinne i dziecinne lody? A jednak. Fagy...
Jakimś cudem wypiłam dwie kawy i ruszyłam dalej.

Wczoraj uzmysłowiłam sobie od - do pisania. Uderzyłam całą sobą o granice pisania. Bez względu na głosy w tej sprawie pisanie, sztuka też ma swoje bardzo odległe granice. Uderzyłam swoją świadomością o jego wyłączność nazywania pisania zawodem. Dziwny to zawód. Dziwna ta moja pasja, która kilkanaście lat temu całkowicie mną zawładnęła. Naraz stanęłam obok tej pasji. Może sprawił to fakt wydania tomiku w obcym języku. Jak poukładać w sobie te teksty brzmiące w innych rejestrach, w innych kulminacjach, w innych skalach. Naraz ogarnęłam te kilkanaście lat jak jedną całość. Całość szaloną i nielogiczną. Być może czas by wyłamać się z tej całości, wyłamać z tych kilkunastu lat i pójść być może jakąś inną drogą poetycką. Ale jaką? Tajemnica. Rozpoznać siebie z wtedy i z teraz.

Obok białego fortepianu czytam młodego poetę, który przesłał mi swoje wiersze. Czytanie wierszy w swoim języku na obcej ziemi. Tam gdzie otacza nas zupełnie inny język, to dopiero doświadczenie. I wiersze jakby się inaczej czytają. Bardziej wyraziście i kontrastowo. Dawid bo tak ma na imię ten młody poeta pisze: Power, sex i dobry bajer rządzi światem. Próbuje się z nim zgodzić, ale jakoś nie potrafię. To co rządzi światem zupełnie mnie nie interesuje i nie powinno interesować poezję. Interesuje mnie natomiast to, co do tego świata nie przystaje i myślę, że moją poezje też. W swoich wierszach Dawid próbuje koniecznie coś zrozumieć, a przecież w poezji wcale nie chodzi o zrozumienie, ale o intuicyjne odczuwanie, nazywanie i postrzeganie świata.

Ach ci młodzi poeci. Teraz już wiem dlaczego Beaudlaire obawiał się młodych poetów. Chyba zacznę dostawać wysypkę na widok każdego młodego poety lub pewien rodzaj młodego poety, bo ci poeci dzielą się na różne rodzaje newralgiczny, aptekarski, nijaki, podczołgowy, mydlany, koguci. Np. poeta z ambicjami bycia erudytą mam ochotę spuścić takiego z wodą w kiblu. Mam ochotę kopnąć go w dupę i w ten sposób wyrazić czym jest poezja.

Wracając do pisania. Wydawało mi się, że pisanie jest sferą poza realną, poza rzeczywistą. Wydawało mi się , że pisanie uchroni mnie od przyziemności. Będzie czymś, co oddali mnie od tego, co zwyczajnie, małostkowe, prozaiczne. Aż nagle odczułam, że i pisanie chodzi nisko przy ziemi, że i pisanie bywa prozaiczne i przylegające do rzeczywistości.

Przyjazd Joanny do Krakowa. Jesteśmy znów razem, wspólne marzenia i wspólne pragnienia. Joanna to kluczowa osoba w moim życiu. Gdybym miała stworzyć idealną definicje przyjaciela opisałabym naszą znajomość, nasze uczucia do siebie. Goszczę ją u siebie, cieszy mnie to, że siedzi przy moim stole i wspólnie zjadamy posiłki. Jest w tym swoista tkliwość i czułość. Znów razem, mam wrażenie, że to sen. Chce jej jak najwięcej dać, jak najwięcej pokazać Krakowa, i przede wszystkim miejsca, które kocham. Joanna podąża za mną i wspólnie na nowo okrywamy Kraków. Trzeba odwagi by wypowiedzieć uczucie, ale my wypowiadamy je gestami.

Gubiąc odnajdujesz
Odnajdując gubisz

Odrzucając przekłamanie i nie mówienie rzeczy do końca
Wezbrać znów wezbrać czynieniem słowa
Wyjaśniać rzeczy niewidzialne
Oto definicja poezji!!!!!!!!!!!!!!!

Belgrad na dworcu czekają Biserka Rajcic i Dejan Matic. Wyłaniam się z pociągu z wielką walizką wypchaną wierszami i sukienkami wieczorowymi. Jedziemy jakąś rozlatującą się taksówką, bagażnik otwarty na oścież tak, że moja walizka podskakuje i powiewa na wietrze. Prawie jak z filmu Kustoricy.

Mieszkanie Biserki jest świątynią literatury. Na najwyższym piętrze jednego z niezliczonej liczby wieżowców, jakby między ziemią a niebem, książki, książki i jeszcze raz ksiązki.
No i zdjęcie Herberta, który patrzy ukosem i uśmiecha się. Jakby do mnie mówił, teraz ty jesteś poetką i co? Czy potrafisz to przełknąć? Czy potrafisz reagować na oczekiwania czasu, epoki? Czy weźmiesz całą odpowiedzialność za to, co piszesz? Czy rzeczywiście to jest twoim przeznaczeniem? Zrozum, co to znaczy?

Wieczory, promocje, szum medialny. Oto mój pierwszy tydzień w Belgradzie. I jeszcze to dziwne uczucie, że pisało się gdzieś wiersze na końcu świata, w małym pokoiku nad brzegiem łąki, nieopodal lasu, niekiedy w poczuciu odrzucenia, niekiedy w poczuciu totalnej samotności i naraz te same wiersze są nie tylko przekładane na inny język, ale i słuchane, czytane, interpretowane, cytowane, przeżywane, kochane, potrzebne gdzieś na zupełnie innej szerokości geograficznej. Oto nagle przechodzą z tego samotnego pokoiku na scenę oświetloną tysiącem gwiazd i reflektorów.

Jestem w bibliotece oglądam starodruki. Psalmy Dawida i Senekę.

W ogóle Serbia jest wyjątkowym krajem, krajem, który poeta może pokochać. Na każdym zegarze jest inna godzina, a taksówkarze częstują cukierkami. Serbia pełna ludzi prawdziwych, szczerych, autentycznych. Nie ma w nich szablonu ani wyrachowania egzystencjalnego.

Wieczór w klubie Make up. Schodzą się młodzi poeci. Młodzi serbscy poeci są bardzo ekspansywni, ambitni, oczytani, wykształceni. Wracając z wieczoru żebraczka prosi mnie o pieniądze i wącha moje kwiaty. Żebracy z nas kpią. Z naszej rządzy gromadzenia przedmiotów i zdarzeń. Patrzą na nas z wyższością i na dodatek mają do tego jak największe prawo!

Moja książka Imperium Łzy jest książką dnia! To brzmi trochę idiotycznie jak z francuskiego menu zupa dnia.

I znów telewizja, radio, kapelusze, lody
A ja rozmyślam nad cyklem wierszy dla Joanny?.

Sergio to organizator wieczorów poetyckich w pewnym małym, prowincjonalnym miasteczku. Ale jest w tym paradoks bo niby prowincjonalne miasteczko, a gościło wielu wspaniałych poetów: Venclowa, Lipska, Szymborska, Ginsberg itd. Sergio znał Ionesco i jakby połknął bakcyla absurdu. Koniecznie chciał bym mu zadała pytanie, ale ja zupełnie nie miałam na to ochoty. Oczywiście tym pytaniem miałam zahaczać o absurd. Wspólna kolacja z Sergiem, ja wymykam się niby na chwilę i w przylegającej sali dołączam się do wspólnego tańca. Ta sala tańczących ludzi to dopiero metafora i absurd! Przyłączając się do tańca jakbym przyłączała się do życia i naraz staje się jednym z tymi ludźmi. Ale jestem jakby od nich inna. Nie przystaje do nich strojem, wyglądem, nie przystaję do tej roztańczonej metafory jakiegoś makabrycznego dance macabre.

W Serbii, gdzie uwielbiają Homera doszłam do wniosku, że Odyseuszy jest dwóch, a Penelopa jedna.

Kolonia artystyczna w Cortanowcach. To było jedyne w swoim rodzaju spotkanie. Spotkanie poetów i prozaików, których połączyła pasja do pisania. Mieliśmy sobie tak wiele do powiedzenia. Najcudowniejsze były wieczory i noce gdy na tarasie wśród drzew rozmawialiśmy o sztuce. Było w tym coś wyjątkowego. Pamiętam ostatni wieczór gdy każdy z nas recytował wiersze w swoim języku. Mnóstwo wina, papierosów, i metafor?.

W Cortanowcach oprócz zamku odnalazłam tajemniczy mostek i kamienny trakt do krainy słów.

Obiad nad brzegiem Dunaju, Grają cyganie, wino, śpiew, jedzenie wyśmienite w olbrzymich ilościach.

W Serbii najbardziej smakują mi desery. Bahlava.

Co jest potrzebne pisaniu przedmioty, słowa, uczucia?
Pisanie to kolekcjonowanie jednorazowych skojarzeń.

Nikt mi ciebie nie wywróżył. Choć przepowiedział mi ciebie pewien wiersz. Ten wiersz, który zastałam na progu mojego domu. Najpierw uwiodły mnie słowa, potem ty. Zastałam cię na wyrywki z jakiegoś cytatu może świata, może wszechświata, wielkość jest nieważna bo ta drobina, która jest twoją źrenicą ogarnia całość. Najpierw pojawił się wiersz potem ty.

Samotnie w swoim pokoju gdzieś nad brzegiem Dunaju. Światło zagląda do wnętrza liścia. Pokaż się Ty, który jesteś każdym i nikim. Ty który nauczyłeś mnie swojego języka. Wiatr jest twoimi myślami. Wnętrze liścia jest czułym zaproszeniem poza scenę, poza granice
języka. Ktoś śpi myśląc, że się przebudził.

Każdy próbuje odpowiedzieć na pytanie, którego nikt nie zna.

Natrafiam na fragment eseju Susan Sontag "Przeciw interpretacji": to co jest ważne dzisiaj to odkrycie na nowo swoich zmysłów. Musimy nauczyć się widzieć więcej, słyszeć więcej, czuć więcej.

No właśnie, być może dlatego napisałam cykl wierszy, którego pierwszym rdzeniem tytułu jest NAUKA.

Robert Juan- Cantavelle, hiszpański prozaik mówi o polskim antropologu Bronisławie Malinowskim, który pisał, że trzeba być z tubylcami by poznać ich zwyczaje, a jednocześnie w swoich dziennikach pisał, że ma dość tych pieprzonych plemion i chce do cywilizacji. Podobnie jest ze mną jestem poetką, a jednocześnie nie znoszę literatury. Tego
egzaltowanego puszenia się, tego przeżywania swoich bebechów. Brr A jutro znów napiszę wiersz.

Tutaj wieczorami cykają koniki polne i kumkają żaby.

Ryzykować. Odmierzać sobie własny czas. Dorastać.

Przez chwile odczułam drzewa jakby były rysunkiem, płaskorzeźbą na moim zapatrzeniu.

Zabawne, ale gdziekolwiek nie byłam miałam ze sobą karteczkę napisaną w języku danego kraju dotyczącą jaka powinna być moja fryzura i tak zwiedziłam prawie wszystkie salony fryzjerskie Europy.

Wylądowałam w Nowym Sadzie w ekstra kafejce. Jest w niej istota kobiecości ocierająca się o delikatny kicz. Mille fiori tysiące kwiatów i rzeczywiście w kawiarni jest nie tylko pyszna gorąca czekolada ale i tysiące kwiatów.

Poranek w najstarszym gimnazjum na Bałkanach, do którego chodził największy romantyczny serbski poeta Branko Radiczewicz. Poetki serbskie dają mi swoje tomiki. Jedną z nich, uroczą blondyneczkę pytam o ulubiony wiersz. Odpowiada, że jest to wiersz o miejscu urodzenia i o dzieciństwie. W dzieciństwie muzyka do snu było dla niej stukanie maszyny do pisania bo jej ojciec był dziennikarzem.

Im mniej poezji tym lepszy wiersz
Im mniej wyobrażenia czym jest prawdziwa poezji tym prawdziwszy wiersz
Im mniej pragnienia poezji tym więcej poezji którą się pragnie

Hiszpański prozaik wpada do źródła i z mokrą stopą recytuje prozę życia.

W Gimnazjum jakby nigdy nic usłyszałam serbską tradycyjna muzykę ludową: pieśń, którą śpiewał Srdan Asanovic. W jej melodii było coś metafizycznego.

Wieczór poetycki w bibliotece w Pancevie. Kulawa dziewczyna, która idzie po mój tomik.
Co miało większą wartość jej stopy czy wiersze?
Wierszem? To jej stopy są najpiękniejszym poematem.

Odkrywam poetę serbskiego Vasco Popa. Dejan Ilic na pytanie jaka jest jego poezja powiedział, że kiedyś na dworcu kupił jego tomik i czytając go przegapił kolejne cztery pociągi. Dejan Ilic jest dobrym duchem Koloni w Cortanowcach.

Słonce, błękity, ważki, jaszczurki, świerszcze. Potrzeba miłości, w którą jestem zapatrzona.

Spotykam tłumaczkę japońska, która śmiejąc się, jakby nigdy nic mówi, że wielu japońskich pisarzy popełniło samobójstwo. Ten śmiech w obecności śmierci jest czymś szalenie japońskim. Uwielbiam japończyków. Kocham japończyków. Japończycy to dla mnie jakby wyższa rasa ludzi.

Szwendając się ulicami Belgradu spotykam chłopca z papugą na ramieniu.
Papuga ma na imię Nestor, co znaczy Nauczyciel.

Po takiej miłości jaka miłość
Po takim zrozumieniu jakie zrozumienie
Po takiej wiedzy jaka wiedza

To, co kiedyś było na zewnątrz niej, teraz jest wewnątrz niej.

Spacer nad Dunaj. Kwiaty cukinii. Kozy. Czerwona lokomotywa. Żaby.
Umberto Fiori recytuje "Boska komedię" Dantego

I hamak nad samym brzegiem Dunaju. Wspomnienie dzieciństwa przeszywa mnie na wylot.

Czy gesty wciąż pozostają nieoczytane?

Klasztor prawosławny. Biel ścian, róże. Suszące się orzechy.
Drewutnia, zapach drewna. Znów powrót do dzieciństwa.

Igor Marojevic mi mówi, że jest wyjątkowym chuliganem.
Ubiera się w czerń i biel, tak jak sposób widzenia aniołów z "Nieba nad Berlinem".

Wielowymiarowość świata jest czymś pięknym.
Ten czas w czasie
Ta przestrzeń w przestrzeni
Ta brutalność w delikatności
Ta wiedza w niewiedzy
Ta namiętność w obojętności
Ta obojętność w miłości

Mam słabość do kelnerów. W ich służeniu i uprzejmości jest coś perwersyjnego.

Natrafiam na wiersz Vojislav Karanovica w Tyglu kultury. Wiersz brzmi:

Dziewczynka stąpa po
Łące, ledwie dotyka
Ziemi. W ręce trzyma
Kwiat. Jego korona
Kolorem przypomina niebo
Nad jej głową anioł
Porusza skrzydłami
Przez jego czoło
Przesuwają się obłoki
On nie chce jej opuścić
A wie że musi I ta
Wiedza czyni ów
Widok po trosze strasznym.

Dziewczyna na łące, ta łąka jest jakby metaforą niewinności, czegoś, co umknęło przed światem. Łąka jest jej nieświadomością. Być może ta łąka jest jej wyobraźnią. A może bezgraniczną ufnością. Tylko łąka może być jej światem, bo w łące nie ma wiedzy, nie ma nawyków, nie ma okrucieństwa, nie ma zaskoczenia. Łąka to łagodny przepływ czasu. Czy łąka wymaga od nas dojrzałości? Zawsze jest jakies "przed" i "po". To /przed/ ma coś z ryzyka. To /po/ z tajemnicy. To właśnie stan /przed/ włada świadomością dziewczynki z wiersza. Stan, w którym jesteśmy oczyszczenie z /po/. Bo /po/ wcale nie musi oznaczać następstwa czasu. Niekiedy /przed/ może wystąpić w następstwie /po/.
Niewinność ma coś z ryzyka. Dobro niekiedy przeraża, bo uzmysławia, że gdzieś blisko czai się zło. Być może dlatego ów widok dziewczynki w przestrzeni dobra jest taki przerażający.
Nie wiem dlaczego, ale ten wiersz stał się dla mnie ważnym momentem.

6 rano pociąg do Ljubliany. Siedzę z Dejanem na dworcu. Wiatr, deszcz. To Belgrad płacze, że odjeżdżasz ? powiedział Dejan.

Mknę pociągiem przez Bałkany z wielka walizką, na miłosnym rauszu, ze wspomnieniami jednych z najpiękniejszych dni w moim życiu.

Ludzie chorzy, prześladowani, odrzuceni wszyscy ci, którzy oswajają sytuacje graniczne otrzymują w zamian coś szczególnego, jakiś nadzwyczajny dar, jakby szósty zmysł. Odczuwają i rozumieją dużo więcej...

W Serbii każda sytuacja, rzecz, zdarzenie, spotkanie, rozmowa ocierała się o inspirację.
W Słowenii natomiast ta inspiracja spoważniała, uspokoiła się, wyciszyła.

W pociągu z Belgradu do Ljubliany pojawił się przy mnie kelner z tacą, na której była jedna, jedyna kawa w plastikowym kubeczku. Ta jedna, jedyna kawa niewymierna w swej jedyności, jedyna i niepowtarzalna kawa, kawa jak na zawołanie, jak na pstrykniecie z palca stawała się z sekundy na sekundę bardziej kawowata. Jedna, jedyna kawa. Odczucie tej kawy było jak odczucie idei platońskiej. I więcej było jakby ucieleśnieniem surrealizmu. Ten widok rozbawił mnie bo był arcy arcy absurdalny. Tak absurdalny, że palce lizać.

Na kolacje jem spaghetti z truflami.

Oszukać porę może czas, że wcale nie jestem taka jaka jestem.

Żeby choć niewielki procent przekazać ludziom z tego, co przeżywam.
Choćby ułamek tego piękna, które rysuje nie na zewnątrz, ale wewnątrz mnie obrazy
Choć niewielką część tej wielkości, która ogarania niekiedy moją duszę

W dyskusjach o poezji brakuje kogoś, kto zbuntowałby się przeciw takim dyskusjom.

Spotykam Taje Kramberger! Ileż lat. Ostatnio widziałyśmy się nad brzegiem Adriatyku, gdy na okrągło byłam pijana. I znów ona. Nie wiem dlaczego, ale lubię tę dziewczynę. Być może imponuje mi. Jest cholernie utalentowana. Taja pisze mi swój adres opierając kartkę na kamieniach. Dotykam później tych kamieni. Są ciepłe i jakby przejrzyste. Jak szklana kula w której można zobaczyć przyszłość.

Na międzynarodowych festiwalach poetyckich frapujące jest to krążenie różnych tradycji.
Anglia - Szekspir, Polska - Norwid. Itp. To jakby spotkanie rożnych epok.

Spotykam hinduskiego poetę. Jest trochę tajemniczy i zna wartość słów. Tłumaczymy swoje wiersze. Okazuje się że operujemy tymi samymi kodami poetyckimi. Jego ukochany poeta to Rilke. Zadziwia mnie to, że ktoś z drugiego końca świata ma takie same typy poetyckie. Hindus przybył do Europy ze swoją piękną żoną, która na powitalną kolacje założyła sari.. Ktoś powiedział, że sari jest jak wiersz.

W ostatni wieczór grali nam cyganie, a my tańczymy jak szaleni. Co to była za noc! Tańcząc nagle zaczął padać deszcz, a my odczuliśmy to jako dar z nieba. Rozległy się okrzyki radości i tańczyliśmy nadal jakby z deszczem.

Spotkałam tak wielu wspaniałych ludzi. A jednak odsuwam ich na bok, wkładam ich jakby do tekturowego pudełka po butach i boso biegnę na spotkanie z kimś , kto...