Languages

hasła na stronie

Jak się ubrać na krwawy lunch porachunków z rzeczywistością?

Do twarzy mi z tą raną?

Prowadzę spotkanie z Anna Sward. Szwedzka prozaiczka, którą gościło w Polsce wydawnictwo Czarne przy okazji wydania jej książki „Lato polarne”. W sumie bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Przy okazji przygotowywania się do spotkania trafiłam na świetny tekst feministki szwedzkiej Elby Witt-Brattstrom. W swoim eseju pod tytułem Brzydkie dziewczynki, masochizm i bunt pisze, że dziewczyna postrzegana jest jako ułomne wydanie chłopca, toteż nikt nie traktuje jej poważnie. Coś w tym jest. Głos kobiety jest jakby przemilczany. Jakkolwiek ważny byłby to głos będzie na różne sposoby omijany. Lub lekceważącym tonem zaszufladkowany: f e m i n i z m. Jakby to co chce być wolne, niezależne miało tylko jedną i te samą etykietkę. A ja mam gdzieś etykietki. Być może czekam na jakiś niemożliwy moment w czasie i przestrzeni gdy moje wiersze zostaną właściwie odczytane.

Na drugi dzień oprowadzam Annę Sward ulicami Krakowa. Wawel, Manggha, Bunkier Sztuki, by zakończyć zwiedzanie małym co nie co w Słodkim Wentzlu. Po drodze mijamy Marsz dla tolerancji, mnóstwo policji i młodzieży wszechpolskiej. Przerażona Szwedka pyta kto to kryminaliści? Łysi kontra chłopcy z kolorowymi balonikami. Chłopcy w skórzanych kurtkach kontra chłopcy z kwiatami we włosach. W pewnej chwili wypuścili z rączek te baloniki, które pofrunęły do nieba przy wtórze skandującej młodzieży wszechpolskiej. Szwedka była coraz bardziej przerażona...

Festiwal muzyki elektroakustycznej we Wrocławiu. Koncert na Akademii Muzycznej przychodzę z Ornatem Darkiem, który nieustannie opowiadał mi o buddyzmie i buddyjskich mistrzach. Opowiadał . przeróżne niezwykłe historie o mistrzach, przebudzonych i nieśmiertelnych. O kobiecie, która położyła się na jednym brzegu rzeki a przebudziła się na drugim brzegu rzeki... albo o dziwnej krainie, w której przebywają tylko oświeceni... mówił też o pięciu niezłomnych walczących sylabach... że wszystko co nas otacza jest iluzją, że nie ma ani tej katedry ani tego supermarketu... i zdradził mi pewne powiedzenie zen:
Umysł to klejnot spełniający życzenia...
Pomyślałam zrób gest a powiem ci kim jestem zrób gest a powiem ci kim jesteś.

Gesty, zachowania też są swoistym językiem, językiem, który jak każdy język ogranicza i jest ograniczany, przekłamuje, jest czymś tylko w przybliżeniu. Paradoksalne jest że język zamiast przybliżać ludzi do siebie tak naprawdę oddala.

Wro – międzynarodowe biennale sztuki mediów. Kapitalne filmy, wspaniała atmosfera.
Najlepsze filmy? Francuski "Chasse a puzzle" Santiago Caicedo, film oparty na paradoksie Achillesa i żółwia Zenona z Elei. Istnieją takie rzeczy, które choć bliskie, dla nas są nieosiągalne. A jednak bohaterka filmu, mała dziewczynka, która pragnie złapać żółwia w końcu go łapie. Film ciekawy strukturalnie, kolorystycznie, metaforycznie. Podobał mi się też film Johana Grimonpreza "Looking for Alfred" Surrealizm i łączenie narracji z pewnym Hitchcockowskim dreszczykiem. I jeszcze chiński film Zhou Hongxianga "Chinese Portraiture" portrety ludzi parających się różnymi zawodami. Ciekawe podejście do problemu odgrywania ról społecznych. Jesteś tym a tym a dlaczego nie kimś innym? Film ukazuje, że rola społeczna jaką pełnimy niekiedy mija się z rzeczywistością.

Wieczór poetycki z Radkiem Wiśniewskim. Przychodzi towarzystwo z Rity i... Romek Bromboszcz. Poeta cybernetyczny z Poznania. Wieczór very sympatyczny, prowadząca Joasia Orska próbowała wycisnąć ze mnie co myślę o krytykach. Cóż, chyba to samo co Kurt Schwitters a mianowicie, że baranim zmysłem wynajdują to czego nie ma. Lub jeszcze to że ich krytyka dzieła sztuki uwidacznianie ich własne błędów. Potem był konkurs jednego wiersza, który bezkonkurencyjnie wygrał młody wrocławski poeta pisząc "w twoich żyłach płynie chińska zupka". To zdanie mnie powaliło. Super!

Po wieczorze mocną grupą pod wezwaniem Rita Baum ruszyliśmy na Wro. Spędziliśmy całą noc na rozmowie czym ma być ta cybernetyka w poezji. Romek stwierdził, że moja Encyklopedia szaleńca jest cybernetyczna. Cóż, poczułam się iście cybernetycznie.

Piszę esej o Rimbaudzie. Dochodzę do wniosku, czytając jego Iluminacje i Sezon w piekle, że są to teksty wizyjne. Nie wiem dlaczego, ale pisanie o Rimbaudzie sprawia mi ból. Skąd ten ból? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Rimbaud jest moją miłością ze szkoły średniej. Z czasów mojego buntu i odkrywania poezji. Całe noce nad wierszami Rimbauda, Verlaina, Baudelaira. Tak, w młodości uwielbiałam poezję francuską. To ona mnie ukształtowała. Ale czytałam też mnóstwo dramatów, bo pisałam nie wiersze, ale dramaty, a inspirował mnie Gombrowicz, Mrożek, Różewicz, no i kolejny mój mistrz Stanisław Ignacy Witkiewicz.
Lubię siebie z tamtego okresu. Mój bunt był twórczy i miał w sobie wiele pozytywnego poweru. Na suficie nad swoim łóżkiem przykleiłam kartkę z napisem: Droga do sławy. Zabawne sny o potędze. Codziennie budziłam się i widziałam przed sobą ten napis. Bynajmniej nie był to napis, któryby pobudzał moją ambicję, bo w szkole miałam same niedostateczne i w najlepszym wypadku dostateczne i nie dlatego że się nie uczyłam, ale dlatego, że kompletnie olewałam nauczycieli, wiedzę, oceny. Nawet gdy coś wiedziałam nie odzywałam się, nigdy się nie zgłaszałam. Kompletna abnegacja a jednocześnie power. Bunt nie tylko objawiał się w sposób merytoryczny ale i dotyczył wyglądu: ekscentryzm gonił ekscentryzm, to właśnie w szkole średniej zaczęłam się ubierać jak chłopak, jak dandys, jak chuligan. To w szkole średniej miałam już cała kolekcje krawatów, marynarek i męskich koszul, które do teraz wiszą w mojej szafie. Nic dziwnego, że prawie co tydzień moi rodzice byli wzywani do szkoły! No i fascynacja muzyką, bo gra na fortepianie była moją pasją. Oczywiście słuchałam namiętnie rocka, moim ulubieńcem był David Bowie, którego słucham po dziś dzień.

Festiwal pism literackich we Wrocławiu organizowany przez Ritę Baum. Przyjechała cała ekipa z wszystkich możliwych pism młodoliterackich w Polsce. W sumie fajna impreza.
Spotykam Marka Parulskiego, matematyka i filozofa z olsztyńskiego "Portretu" . Zaprzyjaźniamy się. Postanawiam ukazać mu jedną z twarzy Wrocławia. Noc, jedziemy taksówka na Ostrów Tumski, zaczyna się burza, błysk za błyskiem, grzmoty a my stoimy przy katedrze. Potem wspólna kolacja. Zjadamy arcy pyszną włoska potrawę: makaron z warzywami. Potem rozmowy czym tak naprawdę jest matematyka? Czy istnieje jeden jedyny wzór na wszystko? Marek mówi, że taki wzór nie istnieje. A czy istnieje wzór na mnie? Pytam. Nie ma wzoru na kobietę. Ja jednak myślę, że istnieją wzory na wszystko, na kobietę, na mężczyznę, na miłość, na nienawiść, na brak, na smutek itd. Marek twierdzi, że matematyka jest poezją. Zarówno matematyką jak i poezją kierują te same intuicje, te same abstrakcyjne spekulacje.

Jakiś oszołom - poeta uderza mnie w rękę. Uderzyłem cię żebyś mnie poznała z facetem z którym rozmawiałaś bo mówił, że promuje poetów. Chciałem żeby mnie wypromował. No tak promowanie….Ręka boli mnie do dzisiaj.

Wiedemann wystawia galarety. Adam stwierdził, że literat to dupne zajęcie bo nie przynosi pieniędzy więc teraz zostanie plastykiem i będzie na całym świecie wystawiał galarety. Galarety, w których zatapia majtki, męskie gacie, wiersze, parówki i inne takie rekwizyty.
Z Wiedemannem to całkiem osobna historia. Impreza u Kasi Jakubiak. Pojawia się Adam i mówi, że Komunyaka to żaden poeta, a ty Sonnenberg piszesz za dużo wierszy. Czy ty w ogóle znasz się na poezji? Zawiesił głos jakby urzeczony swoim pytaniem retorycznym. Ależ ja w ogóle nie pisze wierszy, bo ja po prostu nie znoszę poezji – pomyślałam- ja piszę coś pomiędzy, coś co działa w nie działaniu.

Przyjeżdża Biserka Rajcic. Przywozi mi prezent z Belgradu: kolczyki imitujące bizantyjskie kolczyki z XV wieku! Ale radocha! Wspólny obiad. Rozmawiamy o poetach Lipska, Herbert, Szymborska, Zagajewski, Krynicki. Tak, bo Biserka zna tych wszystkich poetów osobiście i zna tysiące przezabawnych historii i anegdot. Biserka powiedziała mi, że w życiu najważniejsze są przyjaźnie. Miłości przemijają, dzieci zostawiają swoich rodziców, a prawdziwy przyjaciel zawsze będzie przy tobie.

Hieronim Szczur daje mi swój arkusik poetycki. Ciekawa książeczka, najbardziej zapadło mi zdanie: Walczymy, bo świat nas nie potrzebuje

Zjazd w dworku Morsztyna w Pławowicach. Recytuję swoje nowe wiersze a potem rzucam się na jedzenie śledzie, sałatki, serniki, galaretki. ...Recytuję swoje nowe teksty, to jak zawsze jest dużym przeżyciem. Czytanie wiersze po raz pierwszy. Po recytacji wychodzę na papierosa, zastaje zmierzch i aleje drzew. Te drzewa jakby przeniknęło je to co czytałam. Są mi bliższe niż ci którzy przed chwilą mnie słuchali...

Znajduje swoje zdjęcie z połowy lat 90 i z przerażeniem stwierdzam, że mam na nim wygląd anorektyczki. Kiedyś mogłam całymi dniami nic nie jeść i był to jakiś styl życia, sposób na siebie. Po prostu obywałam się bez jedzenia. Całymi godzinami, całymi dniami. W pewnym momencie czułam w sobie jakąś pustkę, i ta pustka była jakimś dziwnie przyjemnym uczuciem. Jakbym stawała się przezroczysta i cały świat przepływał przeze mnie.

Taksówkarz mówi do mnie: ale z pani wesoła babka. Wesoła? Smutek wychodzi wszystkimi porami skóry a on na to że wesoła. Oto przykład jak możemy być odbieramy przez innych. Jak często odbierają nas w sposób fałszywy, niekompletny, wykrzywiony.

Jakiś wieczór poetycki: nagle odczucie, że nic mnie właściwie nie łączy z poetami, nie czuje z nimi żadnej więzi, bliżsi są mi klauni z krakowskich ulic lub uliczni grajkowie. Dlaczego oni?
A poeci? Chyba trzeba podkreślić krakowscy poeci. „Wydałem genialną książkę” podziwiam ich pewność siebie i wiarę w to, co tworzą. Ja wobec tego, co pisze czuje się jak ktoś gorszy, jak niewolnik, jak sługa. To tekst nade mną panuje a nie ja nad tekstem. To tekst mnie prowadzi jak na smyczy. To tekst dyktuje mi każde kolejne zdanie.

Przyjeżdża Kasia Jakubiak, całonocne szaleństwa na Kazimierzu.

Ktoś patrzy na pomnik Mickiewicza i mówi: temu to jest dobrze niczym się nie przejmuje i ma wszystko gdzieś. A ja mu na to: Pan też może wejść na cokół i być pomnikiem, co za problem?

Zauważyłam, że mój umysł jest zagracony mnóstwem niepotrzebnych informacji zwanych wiedzą. Mam tego dość, bo jest to pewien rodzaj zmanierowania intelektualnego. Doszłam tez do wniosku, że moje wiersze są zbyt oczywiste.

Ostatnio liczę czas wypitymi koktajlami, kawami i wypalonymi papierosami. Włóczę się od kawiarni do kawiarni.
Jakbym szukała złotego środka

Wieczór poetycki Miłosza Biedrzyckiego w księgarni hiszpańskiej, prowadzą go Wojtek Bonowicz i Marcin Świetlicki. Podobają mi się wiersze Miłosza bo jakby demaskują współczesny bełkot świata, współczesny chaos języka.

W oddali postać Ryszarda Krynickiego. Próbuje z nim rozmawiać, ale nie wiem jak to się dzieje ale przy Krynickim odczuwam kompletną pustkę w głowie. O czymś chcę powiedzieć i natychmiast zapominam o czym. Z Iwoną Misiak zastanawiałyśmy się nad tajemniczością Krynickiego. Czy wypływa z jego charakteru czy jest li tylko jego pozą?

Wieczór poetycki Jurka Franczaka w Lokatorze, w ramach promocji jego nowej książki Grawitacje. Wieczór prowadzi Marcin Czerwiński. Franczak jak zawsze uroczy i pełen francuskiego wdzięku. A jego teksty pełne francuskiego esprit i ekwilibrystyki nieprzeciętnej inteligencji.

No i kolejny wieczór poetycki tym razem prezentował się Adam Wiedemann, właśnie wydał tomik „Pensum”, który jest całkiem smakowitym kęskiem.

Wszyscy wokół mnie są w kimś zakochani Hieronim jest zakochany, Marcin jest zakochany, Kasia jest zakochana, Romek jest zakochany... A ja ? Kto odgadnie?

Uroczyste otwarcie filii szkoły Urasenke czyli szkoły ceremonii parzenia herbaty w Krakowie w Centrum Manggha. Przybył sam mistrz szkoły. Podeszłam do niego bo chciałam mu sprezentować moje "Pisane na piasku". A on na to: usiądź obok mnie to porozmawiamy. Ten gest był jakby przede mną runęły wody wodospadu. Pozostało mi z tego spotkania zdjęcie siedzimy obok siebie on siwy i ja ciemnowłosa. Wkrótce i ja będę miała siwe włosy jak on. Wkrótce bo to wszystko jest tylko błyskiem. Mrugnięciem czyjejś powieki.

Ktoś przesyła mi mejla, że paskudnie się starzeję. Starzeję? Paskudnie? Jakby ten ktoś nie wiedział o mojej słabości jaką żywię do starości. Ileż to starców kochałam. Im skóra była bardziej pomarszczona tym moja miłość była większa. Bo tylko taka skóra doznała wszystkiego co przynosi życie. Starość jest dla mnie czymś świętym, sacrum, czymś niezwykłym i wielkim. Ale na starość trzeba zasłużyć. Ta pomarszczona skóra to lata pracy. Ta pomarszczona skóra to niezliczona ilość doświadczeń, bolesnych, cierpkich, trudnych, nie do zniesienia. Młodość? Jakie znaczenie mają te mydlane twarzyczki młodych dziewczyn i chłopców. Urzekają, niepokoją, ale nic poza tym. W tych twarzach brakuje skazy, piętna.

W skrzynce znajduje list od japońskiego mistrza kaligrafii. Choć ma lat 80 wygląda na 50. Przesłał mi małą karteczkę, na której napisał: twoje "Pisane na piasku" jest jak skarb znaleziony na pustyni. Czy po takim zdaniu można oczekiwać jakichkolwiek innych recenzji?

A jednak z tych wszystkich mistrzów japońskich, których spotkałam jakimś dziwnym, szczęśliwym trafem na swojej drodze najważniejszy, wciąż i chyba na zawsze pozostaje pewien japoński tancerz... To on pozostanie na zawsze moim Nauczycielem. Dlaczego? Tajemnica.

Tajemnica jest we wszystkim w szczekaniu psa, w locie jaskółki nad wzburzonymi wodami Wisły, w delikatnym przypływaniu dzikiej kaczki, w śpiącym żebraku na ławce w parku, w żebraku, którego przegoniłam.

Ni stąd ni zowąd usłyszałam w sobie wiersz, zaczęłam pisać, i nagle pojawił się żołnierz światła, tak, napisałam wiersz o żołnierzu światła. Jest to wiersz, którego nie przewidziałam, którego nie zaplanowała, czasami zdarzają się takie teksty. Można je umownie nazwać pisanymi w natchnieniu.

W podobny sposób napisał mi się i ten wiersz:

Pazur

W jakiej ranie napotkasz właściwe "Do twarzy mi z ta raną?" Pytają
cudze usta nigdy twoje zajęte mówieniem o sprawach niewiarygodnych
Co mam teraz zrobić z tą raną zakopać? uwolnić? uczcić?
Podzielić się z kimś drugim ? kto udźwignie ten niepokonany ciężar
Zakopana wyrosłaby krzewem ognistym Uwolniona byłaby imieniem
Którego nie można wymówić Co mam teraz zrobić z jej głębią ?
Codziennie spadam na samo dno gdzie stykam się z niebezpieczeństwem
Komu mam oddać te ranę? Komu? Kto
Umiałby ją podnieść z ziemi kto potrafiłby nadać jej blask
Kto zrozumie jej ból i kto ją uwolni od bólu?
Kto?

Kraków, 6. 07. 2007

Ktoś zapyta czy w tym co piszę też jest Tajemnica?